Łączna liczba wyświetleń

29.08.2010

#16# Czas przyzwyczaić się do zmian


                Bartek przyjął mnie u siebie jak najlepiej. Skakał nade mną, byle tylko było mi dobrze. A ja przecież nie potrzebowałam dużo do szczęścia. Wystarczyłby ON… Bo to od naszego spotkania zaczęło się moje szczęście. Tak, wreszcie dopuściłam to do świadomości.
- Bartek? – zapytałam, przerywając jego mruczenie pod nosem, podczas którego robił mi miejsce w szafie.
- Słucham cię dziewczyno ty moja! – tak, prawie na każdym kroku to podkreślał. Był dumny. Ale że ze mnie??
- Mógłbyś tu przyjść?
- Coś się stało? – zapytał, nie zmieniając zajęcia.
- Chodź i mnie przytul. – mruknęłam pod nosem. Przestał nucić i pojawił się tuż przede mną.
- Celuś, co ci? – usadowił się obok i porwał mnie w otchłań swych szerokich ramion. To uwielbiałam najbardziej. Zniknąć przed światem w jego objęciach. Nie było nic wokół nas.
- Po prostu… Potrzebuję czułości. Czasem mam takie napady.
- Dlatego mnie masz, żebym spełniał twe pragnienia. Dam ci tyle czułości ile chcesz. – ucałował mnie w czoło.
- Cały czas myślę, że to sen. Nie wierzę, że mnie to spotkało. – rzekłam i natychmiast podskoczyłam. – Ałaa! Co to miało znaczyć? – masowałam obolały pośladek.
- No, uszczypnąłem cię żebyś się przekonała, ze to prawda.
- Przez ciebie mnie tyłek boli. – zrobiłam obrażoną minkę.
- Pozwól, że zajmę się jego pielęgnacją. – poczułam jego ręce na pośladkach. – To tyłeczku, powiesz mi, gdzie cię boli? – po mieszkaniu poniósł się mój śmiech.

<><><> 

                Dziewczyny poszły na zakupy, a ona siedziała sfrustrowana w mieszkaniu. Po tych dniach, gdy nieustannie się coś działo, powrót do brutalnej samotności, wydawał się nie do zniesienia. Zwariuje jeżeli zostanie sama. Wzięła do rąk telefon i zaczęła się nim bawić. Nagle zapragnęła czegoś i znalazła rozwiązanie.
„Gdzie jesteś?”
„Tam, gdzie tylko zechcesz.”
„Zatem zaraz przyślę ci adres”
                Wzięła klucze i wybiegła z mieszkania. Dotarła na miejsce. Rozejrzała się. Nie mogła zrobić przyjaciółce burdelu.
- Chyba się nie obrazi, że skorzystam z jej mieszkania.
                Po godzinie usłyszała dzwonek do drzwi. Otworzyła.
- Pisałaś, więc jestem. – powitał ja uśmiechem.
- Napijesz się herbaty? Wstawiłam wodę.
- Z miłą chęcią. – weszli w głąb mieszkania. – To twoje gniazdko?
- Nie, Cecylii. W moim jest Dorota z Anetą.
- To dlaczego mnie tu zaprosiłaś? – spojrzał podejrzliwie.
- No bo… - nalewała wody do szklanek.
- Bo? –zapytał niespodziewanie tuż obok jej twarzy.
- Chciałam… - cedziła słowa. Jego gorący oddech omiatał jej szyję, gdzie po chwili poczuła jego usta.
- Co chciałaś? – droczył się z nią. Obdarowywał krótkimi muśnięciami i wędrował dłońmi po jej ciele. Słyszał niespokojny oddech partnerki.
- Zbyszek… A herbata? – roześmiał się i obrócił ją do siebie.
- Lubię zimną. – wpił się w jej usta. Tego chciała. Jego tuż obok. Cielesności. Fizyczności. A Zibi całkiem nieźle się spisywał.
                Stwierdziła, ze inicjacja w łóżku przyjaciółki to byłaby czysta bezczelność. Pociągnęła bruneta na kanapę. Szczęśliwym trafem on wylądował na niej. Zaczęli wymianę zachłannych pocałunków połączoną z pozbywaniem się ubrań.
- Tutaj? – spojrzał na Justynę pytająco.
- Tu i teraz! – mruknęła, przygryzając ucho kochanka.

<><><> 

                Obudził mnie smak czyichś ust. Otworzyłam oczy i ujrzałam Bartka. Niewiele myśląc przyciągnęłam go do siebie jeszcze bardziej.
- Mmm… Jakaś ty zachłanna z rana. – mruknął, oczami omiatając moją twarz.
- Sam zacząłeś.
- Mogłaś mnie odepchnąć.
- Ja nie odmawiam sobie przyjemności. – mrugnęłam.
- Czyli lubisz jak cię całuję? – spytał głupkowato.
- Powiedz, że udajesz głupka i nie jesteś taki. – westchnęłam i wpiłam się w jego wargi. Nie protestował.
                W końcu jakoś wstaliśmy i zjedliśmy śniadanie. A on wygrzebał się na trening.
- Pa moja ukochana. – dostałam na pożegnanie słodkiego buziaka. Rozejrzałam się po mieszkaniu. Żeby nie siedzieć bezczynnie, posprzątam trochę. Zrobię dobry uczynek.

<><><> 

                Nie pamiętał kiedy tak chętnie szedł na trening. To chyba dlatego, że wiedział, iż ktoś będzie na niego czekał w domu. Wbiegł po schodach i wparował do szatni.
- Dzieńdoberek kochanym kolegom! – powitał wszystkich.
- O! Przyszedł nasz kochaś. Jak tam Cecylia? – spytał Gacek.
- A bardzo dobrze, bardzo dobrze. – uśmiechnął się sam do siebie.
- Widzicie go? Pewno wymęczył biedną dziewczynę w nocy – stwierdził Winiar.
- Może tak, może nie. I nie biedną! Dobrze jej ze mną.
- Czyli mówisz, że jej dobrze robisz? Prawidłowo. – roześmiał się Daniel.
- Wy zboczeńce! Tylko z jednym wam się kojarzy! – oburzył się Kurek.
- Nie udawaj niewiniątka! Niby dlaczego Bąku z nami w pokoju w sobotę spał? Bo ty pracowałeś swoim świdrem! – na twarz Mariusza wpełzł szyderczy uśmiech.
- To nie tak… Nie planowałem tego… To ona… - tłumaczył się brunet.
- Tak, pewnie. Celi cie zgwałciła. – ryknął śmiechem Bąku.
- Oboje tego chcieliśmy. Po prostu ona mnie skusiła.
- Widzisz Kuraś, oswój się z myślą, że nie tylko ty potrafisz zwodzić. – poklepał go Marcin.
- A co wy się mną tak interesujecie? – spytał.
- Oj, jesteśmy ciekawi, jak rozwija się wasz związek. – odparli.
- Naprawdę, dziękuję za troskę, ale poradzimy sobie sami.
- No ja myślę. Jesteś już dużym chłopcem. – Piotrek wytargał go za policzki.
                Po zajęciach w hali, brunet zapukał do gabinetu Nawrockiego.
- Nie przeszkadzam? – wychylił głowę zza drzwi.
- Nie. Siadaj Bartek. – mężczyzna zaprosił go do środka.
- Trenerze, mam dwie sprawy.
- Zatem to musi być coś konkretnego, bo ty nigdy nic nie chciałeś.
- Oczywiście nie musi się trener zgadzać. Chciałbym dostać jedno miejsce w sektorze dla rodzin.
- Ooo. Ktoś do ciebie przyjeżdża? – spytał szkoleniowiec.
- Chciałbym je na stałe. Pamięta pan Cecylię?
- Yyy… Tą z Olsztyna? Aaa… Już rozumiem. O nic więcej nie pytam. – uśmiechnął się.
- No… I w związku z tym może mógłbym dostać jutro i pojutrze wolne? Albo w środę i czwartek?
- Hmm… Pomyślmy.  A mogę wiedzieć po co?
- Pojechałbym do rodziców itd. – ewidentnie Bartek czuł się skrępowany mówiąc o tym.
- Dobrze. Zgoda. Jutro i środę masz wolną.
- Bardzo dziękuję. – uradowany chłopak opuścił pomieszczenie.
 Znajoma drużyny… Już wtedy było coś na rzeczy… - zaśmiał się Jacek.

<><><> 

- Jesteś, promyku mój w ten pochmurny dzień? – usłyszałam jego głos tuż potrzasku drzwi.
- Tak, mój poeto za trzy grosze.
- Mmm… Jakie zapachy. – wszedł w głąb, kręcąc nosem.
- Pomyślałam, że będziesz głodny… - nagle zawstydziłam się swoją nachalnością.
- Posprzątałaś? – dobiegł mnie zdziwiony krzyk z salonu. Skurczyłam się w sobie, czekając na wyzywanie pt. „ kto pozwolił ci się wtrącać i grzebać w moich rzeczach”.
- Przepraszam. Nie chciałam… - zaczęłam marnie.
- Ej, ej. Stop. Ty mnie przepraszasz? Za co? Za to, że musiałaś zasuwać, gdy mnie nie było? Proszę cię… Dziękuję. – podszedł i przytulił się  do moich pleców a głowę położył mi na ramieniu.
- Naprawdę nie ma sprawy. Miałam zajęcie.
- Odkąd tu jestem, nikt mnie nigdy nie przywitał obiadem. No chyba aby jak mam wpadła. A tak to zawsze pusto. – zebrało mu się na zwierzenia. Nie znałam go od tej strony. Cierpliwie słuchałam.
- Mam nadzieję, że to będzie jadalne.
- Sądząc po zapachu to jak najbardziej. Jesteś aniołem. – uścisnął mnie mocno.
- Oj tam… Od razu aniołem… Użyłam rąk i tyle…  mruknęłam speszona.
- Swoich cudownych rączek. – zaczął mnie po nich całować.
- Bartek!
- Słucham?
- Nie lubię jak mnie zawstydzasz.
- Przyzwyczaj się do mojej spontaniczności. – uśmiechnął się.
- Postaram się, mój wariacie. – pociągnęłam go za nos.
                Miło było patrzeć jak wcina. Nie wiem czy mu się uszy trzęsły czy nie. Za to jedzenie znikało z talerza w ekspresowym tempie. Ja powoli przeżuwałam swoją porcję. Brunet cały czas posyłał mi uśmiechy. Odpowiadałam mu tym samym.
- Nie patrz tak na mnie,
- Ale jak? – znów „tak” spojrzał.
- No „tak”.
- Możesz jaśniej?
- tak jakbyś chciał mnie zjeść. – mruknęłam.
- Bo rozbudziłaś mój apetyt i obiad mi nie starczy. Mam ochotę na deser. – powiedział z przebiegłym wyrazem twarzy.
- O! O ty też pomyślałam. – sięgnęłam z szafki salaterki z nalanym już budyniem waniliowym.
- Eee… Na pewno jest pyszny, ale miałem co innego na myśli…
- Przecież wiem , mój zboczuszku.

<><><> 

                Zdziwiły się nieobecnością Justyny, ale skoro napisała, że ma coś pilnego do załatwienia… Nie zamierzały jej przeszkadzać.
- Anetka, a ty cos kręcisz z Grzesiem? – spytała niespodziewanie Dorota.
- Eee… Zależy co masz na myśli. – odpowiedziała niepewnie.
- No na poważnie?
- Nie wiem. Matko, znamy się dwa dni, a ty mi takie pytania zadajesz?
- Wybacz, chciałam po prostu wiedzieć.
- Nic się nie stało. Powiem ci za jakiś czas. – ciszę przerwały dwa dzwonki telefonów na raz. Spojrzały na siebie zdezorientowane.
- To Grzegorz.
- Do mnie Andrzej.
- Ja idę do sypialni, ty zostań tutaj. – blondynka wyszła z kuchni.
                Dorota odebrała w końcu komórkę.
- Słucham?
- Jak miło usłyszeć znów twój głos. Tu my, twoje chłopaki. – usłyszała dwa znajome głosy.
- Poznaję przecież. Co chcieliście?
- My jesteśmy bezinteresowni. A nawet lepiej. Dzwonimy w twoim interesie.
- Ooo. Zamieniam się w słuch.
- Zatem mamy propozycję nie do odrzucenia. W sobotę szóstego gramy mecz w Jastrzębiu. Może byś wpadła z Anetą. Grzesiek się ucieszy.
- Cwaniaki. Tak to sobie zaplanowaliście? Pomyślę.
- Bo jakby co, to bilety do odebrania w siatkarskiej szatni. – zarechotali.
- Mam nadzieję, że zobaczę coś fajnego. – wymruczała.
- Takie widoki to wieczorem złociutka.
                Tymczasem w sypialni Aneta słuchała poezji Łomacza.
- Czołem Anetko, moja złociutka portmonetko.
- Portmonetko?
- No bo w portmonetce trzyma się to co najdroższe i ten…
- Nie musisz się tłumaczyć. Już rozumiem. Milutki jesteś.
- Noo… A będę jeszcze milszy, jak powiem, że zapraszam się na mecz do Jastrzębia? I kupiłem bilet?
- Co? Naprawdę? Nie żartujesz sobie? – nie dowierzała.
- Serio. Gramy z Częstochową, to byś przyjechała z Dorotą, co?
- Coś czuję, że to ukartowałeś z Wroną i Wierzbą…
- Ja? Brzydzę się spiskami. A potem zapraszam cię do siebie. – rzucił rewelacją.
- Może się skuszę… - odparła pokrętnie.

<><><> 

                Mój chłopak zaciągnął mnie na łóżko ze swoim mottem.
- Po jedzeniu nie zapomnij o leżeniu. – wyszczerzył się.
- Ach. Ty i te twoje mądrości.
- Wiem, że je uwielbiasz.
- Bo mnie rozśmieszasz.
- A jak lubię jak się uśmiechasz. – palcami gładził moją rękę z góry na dół. Natychmiast wyszła mi gęsia skórka. – Zimno ci?
- Nie.
- Boisz się?
- Nie. Ja tak mam, gdy…
- Gdy cię dotykam. Zauważyłem. Zadziwiasz mnie… - spojrzał na mnie przenikliwie.
- No jestem troszkę dziwna. – bąknęłam.
- Nie.. Po prostu tajemnicza. Och, podnieca mnie to. – poruszył brwiami.
- Ciebie wszystko podnieca. – prychnęłam.
- Wszystko co dotyczy ciebie. – przysunął się, odgarnął mi włosy z twarzy i bardzo delikatnie pocałował.
- Mmmm… Podoba mi się… - wyszeptałam.
- Nagroda za pyszne jedzonko.
- Oj, to będę gotować częściej. – uśmiechnęłam się.
- No smakowało jak w domu.
- Serio?
- Tak. Jak z pod mamusinej ręki. Albo lepiej. – rozmarzył się.
- Nie kłam. Gotuję lepiej niż twoja mama?
- A propos mamusi… Wiesz, że wziąłem dwa dni wolnego?
- Tak? A po co?
- Może pojedziemy do mamusi i tatusia mojego?


<><><><><><><><><><><><> 

Oto stał się cud.
Urodziłam w bólach [zębów i ucha] i mękach odcinek.
Wybaczcie mi wszystko.

Z dedykacją dla Nadie. Bo czekała na ten cud już od środy :*

No i oczywiście nie mogę pominąć pewnego pana, którego postać zapożyczyłam sobie do bohaterów opowiadania.
Dzisiaj urodziny obchodzi znany pod pseudonimem „Siurak”, Bartosz Kurek :)
A więc tutaj złożę mu życzenia.
Przede wszystkim zdrowia, także na rozsądku. Byś nie żałował żadnej decyzji i postępował jak ci tam serduszko podpowiada. Byś dalej był na boisku przyczyną mojego uśmiechu i poprawiał mi humor jednym uśmiechem.
Złota czy ogólnie krążka ze zbliżających się Mistrzostw i spełnienia sportowego. Byś brylował na parkiecie boiska jak najdłużej, ku mojej i innych uciesze.
I wszystkiego tego, co przytoczyć tu zapomniałam, bądź ty tego sobie życzysz :*:*:*
Pamiętaj, Martusia zawsze pozytywne fluidy przesyła :)

Pozdrawiam

19.08.2010

#15# Nowy dzień, nowe życie


                Pobudka o poranku zawsze zapowiadała koniec snu, pięknych marzeń sennych. Była przydatna tylko w przypadku koszmarów. Często budziłam się i nie pamiętałam kompletnie nic. Jakbym poszła spać i po sekundzie się obudziła. Od zawsze sypiałam sama, ale nie chciałam tak do końca życia.
                Otworzyłam powoli oczy i przeciągnęłam. Potrzebowałam kilku sekund na skojarzenie faktów wczorajszego dnia. Uśmiechnęłam się na myśl o końcu dnia. Wszystko potoczyło się tak niespodziewanie. Odwróciłam głowę w bok, lecz zamiast bruneta ujrzałam poduszkę, a na niej liścik przypieczętowany odciśniętym całusem.
„Tak, ten buziak jest dla ciebie na dzień dobry. Wybacz, posłużyłem się twoją szminką, dla takiego efektu. Nie martw się o mnie, niedługo wrócę. Skoczyłem po bułeczki dla nas. Stołówka nie oferuje takich rarytasów. Czekaj cierpliwie.
Twój Łabądek.
                Wywołał tym listem u mnie uśmiech. Poprawiał humor z samego rana. Usiadłam i zaczęłam rozmyślać. Wtem pojawiły się nade mną granatowe chmury. Co ja zrobiłam? Poszłam z nim do łóżka! Ledwo go widząc i znając! Co mi się stało? Dlaczego tak łatwo uległam impulsom? Nie, zdecydowanie nie mogłam tu zostać. Zachowałam się jak łatwa i szybka panna do zaliczenia.
                Szybko coś zarzuciłam na siebie i zamknęłam walizkę. Musiałam zdążyć nim on wróci. Zatarłam ślady swojej obecności i opuściłam pokój. Delikatnie, cichuteńko przemierzyłam korytarz w kierunku drzwi wyjściowych. Moje autko stało tam, gdzie dotychczas. Otworzyłam bagażnik, lecz coś szarpnęło mnie za dłoń.

<><><> 

                Wracał z reklamówką pieczywa, pogwizdując sobie pod nosem. Uśmiech nie schodził mu z twarzy. Był szczęśliwy. Los zesłał mu cud. Wczorajsza noc była najlepszą w jego życiu. Czy jest jakiś wyznacznik czasu zakochania? Nie. Bo przecież każda miłość jest inna. Jego miłość też była inna od wszystkich.
                Rozmyślał jak tu uszczęśliwić swoją „podopieczną”. Chciał by zapomniała o przykrych doświadczeniach i czerpała z życia.
- Cecylia… Cecylka Kurek. Hmm… Chyba nie miałbym nic przeciw… - zamarł. Zobaczył JĄ, pakującą walizkę do samochodu. Nie mógł stać, musiał coś zrobić. Nie mógł pozwolić uciec swojemu szczęściu.

<><><> 

                Odwróciłam się i ujrzałam TE oczy. No dlaczego? Niech mi nie utrudnia tej decyzji.
- Co ty robisz? – spytał przestraszony.
- Przepraszam za wszystko. To dla mnie za trudne. – wybąkałam, nie patrząc na niego. Daremnie wyrywałam się z jego uścisku.
- Chcesz wyjechać? Dokąd?
- Nie wiem. Daleko. Zniknę z twojego życia.
- Nie wygaduj bzdur! Chodź, wrócimy do środka i pogadamy. – wyciągnął moją walizkę, zamknął samochód i zaczął mnie prowadzić w stronę hotelu. Byłam zbyt słaba dla niego.
- Puść mnie, proszę. To bez sensu. - przystanęliśmy holu.
- Co jest bez sensu? Nasza znajomość? Wczorajsza noc? Moja miłość? – mówił coraz ciszej. Usłyszałam wszystko. Jego miłość?
- Przecież to nie ma przyszłości…
- Znów chcesz uciec? Ode mnie nie musisz… - wydusił, a oczy mu się zaszkliły. – Myślałem, że ci na mnie zależy.
- Ale… - nie pozwolił mi skończyć.
- Uciekłaś i przyjechałaś do mnie. To COŚ znaczy. – niespodziewanie przycisnął mnie do siebie i pocałował. – Zostań – przerwał na chwile, by znów kontynuować. W końcu mu uległam. Nie mogłam stać obojętna. Nagle usłyszeliśmy oklaski i gwizdy. Co jest grane? Rozejrzałam się i zobaczyłam zawodników Skry. Pięknie. Chciałam się wycofać, ale po raz kolejny Bartek mnie powstrzymał.
- No chodź, przedstawię cię. Oni zrozumieją. – błagalne spojrzenie zadziałało. Nieśmiało kroczyłam za nim. Strasznie krępująca sytuacja. A jeszcze niektórzy mnie znali z wieczorku.
- Moi drodzy koledzy oto Cecylia moja… moja ukochana. – wypalił a ja zaliczyłam szok.
- To ty tak krzyczałaś w nocy? – zwalił mnie z nóg Winiar. Tak, znacząco poruszył brwiami.
- Poproszę inny zestaw pytań! – wybrnęłam z krepującego tematu.
- Dajcie dziewczynie spokój. Spójrzcie na uchachaną  mordę Kurasia i już znacie odpowiedź. – stwierdził rzeczowo Mariusz.
- No co się gapicie?! – zaprotestował Bartek. – To jak Cecylko, nie opuścisz mnie? – zastosował chwyt na minę zbitego psa i oczy kota ze Shreka. I weź mu odmów…
- Ale dlaczego ci tak zależy? – spytałam. Siatkarze stali i obserwowali, co się wydarzy.
- Bo skoro nie wyszłaś za mąż i przyjechałaś prosto do mnie, to pomyślałem, ze ci na mnie troszkę zależy…
- Tak, Bartek. Zależy mi, ale nie wydaje ci się to wszystko dziwne? – nie kryłam swoich obaw.
- Widzisz, mi też zależy, bardzo zależy. Daj nam szansę.
- Czy ty właśnie…
- Tak, chcę być z tobą. Zostaniesz moim kochaniem?
- Muszę to przemyśleć… - wybąkałam. Przecież nie mogę takiej decyzji podjąć pochopnie. Z drugiej strony podobno pierwsza myśl najlepsza.
                Chłopcy zaprosili mnie na śniadanie. Trenerowi zostałam przedstawiona jako znajoma zespołu w potrzebie. Nie robił problemów. Chyba Gacek dość mu namurzył. Przygarnęli mnie do siebie i usadzili między dwoma Michałami. Bartek chodził smutny i przygnębiony. Nie odzywał się i nawet na mnie nie spojrzał. Z wielkim trudem wdusiłam w siebie jakieś jedzenie. Cały czas myślałam.
- Celi, zgódź się. Przecież to dobry chłopak. Osobno tylko się męczycie. Widzisz jaki przygaszony siedzi? – Michał B. wyraził swoją opinię.
- No widzę, widzę. To nie takie proste…
- Wiem, ale radzę ci jak przyjaciel. Po każdym waszym spotkaniu wstępowała w niego jakaś nowa energia, która ulatywała z czasem. Dzisiaj nie widziałaś, jak o ciebie walczył? Był szczery.
- Jak zapewne się domyślasz, uciekłam ze ślubu. Boję się…
- Chcesz skazać nas na ponurego Bartosza do końca roku? Będzie chodzącym nieszczęściem. Nie wytrzymamy z nim. – dorzucił trzy grosze Winiar.
- Będzie aż tak źle?
- No ba, wpadł po same uszy strzała Amora trafiła go prosto w dupę! Co tłumaczy jego nocne oblicze. – przebiegły uśmiech obu Michałów mnie osaczył.
- Panowie, co to za aluzje?
- Oj, zakochał się na amen.
- A co by było gdybym wyszła za mąż?
- Ale nie wyszłaś, prawda? Więc ukróć jego męki.
                Przez chwilę byłam po baczną obserwacją Mariusza. Domyślałam się działania gorącej linii Szampon-Paula-Justa. Po chwili zapytał:
- Jeśli to niezbyt wścibskie pytanie, to dlaczego zrezygnowałaś ze ślubu? – otrzymał gromiące spojrzenie od Kurka. Martwił się o mnie? Wiedziałam, o co im chodzi. Chcieli mi wmówić coś, z czego zdałam sobie sprawę.
- W porządku. Chyba powinnam to już dawno powiedzieć. Zatem uciekłam przez, chyba raczej dla… Dla Bartka. – wykrztusiłam. Poczułam jego wzrok. Wiedziałam, że patrzył. Wiedziałam, że słyszał. Mnie było stać tylko na wbicie spojrzenia w talerz.
- To prawda? – głos mu drżał. Nie chciał mieć złudnej nadziei.
- Tak, tak. Najszczersza.
- Czy to znaczy…
- Powiedziałam ci to, bo się zgadzam. – starałam się zachować spokój. A on najpierw zesztywniał, wybałuszył oczy, by zacząć biegać po Sali, dając buziaki komu popadnie.
- Yeeeeeeeeeaaah! – nadarł się. Wszyscy zgromadzeni patrzyli na niego pytającym wzrokiem. A on w końcu natrafił spojrzeniem na mnie. Uśmiechnęłam się delikatnie i pokręciłam głową. Uspokoił się trochę, ale kierował się w moją stronę.
- Przesuń się Misiek. Chcę usiąść obok mojej kobiety. – jak to zabrzmiało. W JEGO ustach… - Celusiu… - szepnął, gładząc dłonią mój policzek. Patrzył na mnie z taka czułością.
- Tak, mój ty Łabądku?
- Uwielbiam, jak mi tak mówisz. – rozmawialiśmy cichutko między sobą. – Dziękuję, że się zgodziłaś.
- Nie masz mi za co dziękować. To ja ci dziękuję za otwarcie oczu.
- Wiesz, zawróciłaś mi w głowie. Musiałem z tobą być.
- oj, ale rano pojechałeś. Jakbym nie zwiała, to nie wpadłbyś z okrzykiem do kościoła: Nie, nie zgadzam się.
- Wierzyłem we wrażenie jakie wywarłem na tobie.
- Oj ty Narcyzie!
- Tylko nie Narcyzie! Widzisz, nie potrzebowaliśmy dużo czasu, żeby coś nas połączyło.
- Taak. Wiesz, też to czuję…
- Gorzko, gorzko! – nadarł się Daniel, a za nim cały zespół. Kompletnie powariowali.
- To nie wese… - nie skończyłam, bo Bartek się przyssał do mnie. Jaki on zachłanny.
- Uuuu! – poniosło się po Sali. On nadal się ode mnie nie odrywał. W sumie podobało mi się, gdy mnie całował, ale nie przy wszystkich.
- Kuraś, bo ją udusisz! – zażartował Marcin.
- Spokojnie, mój drogi. Skoro ty swojej jeszcze nie udusiłeś, to bez obaw. – odgryzł się brunet.
- Bo ja mam wprawę. – wyszczerzył się.
- My z Celi nie od wczoraj się całujemy. – nastąpiła wymiana zdań.
- Taak. Coś o tym wiemy. – dorzuciły dwa Michały z Mariuszem.
- Aaa! Czyli już na jej wieczorze panieńskim ją bałamuciłeś. Ja do dzisiaj nie wiem, co dziewczyny widzą w tym orangutanie. – mruknął złośliwie Piotrek.
- Eeeej! Nie pozwalaj sobie. Najważniejsze, ze Celcia coś we mnie zobaczyła. – rozczulił mnie. Mówi o tym przy wszystkich. Nie chciałam rozgłosu.
- Właśnie. Powiedz mi kochana co ty w nim widzisz? – dociekał Możdżi. No i co ja miałam im odpowiedzieć?
- To nie takie proste do wyjaśnienia… Nie wiem, dlaczego on a nie inny z was. Zobaczyłam w nim wyjście z sytuacji, nową przyszłość, lepsze rozwiązanie. Chyba tak było… - słuchali mnie w skupieniu, a aj bałam się spojrzeć w oczy Bartkowi i innym. Nie wiedziałam jak na to zareagują.
- Tak prosto, a jednak pięknie to wyjaśniłaś. Wreszcie Siurak nie będzie sam. – Bąkiewicz poklepał kolegę po ramieniu.
- Ja chyba was wyswatałem tą koszulką. – cieszył się Winiarski.
- Być może, ale nie wybiegajmy tak daleko w przód.
- Oczywiście, że będziesz nosić moje nazwisko. Cecylia Kurek. Idealnie brzmi. Żona Bartosza Kurka… Też ładnie, prawda?
- Wszystko z tobą w porządku? Już ślub planujesz? – przytknęłam rękę do jego czoła.
- Dobrze przystopuję. – rozbrajającym uśmiechem zmazał wszystkie winy.

<><><> 

                Skoro zdarzenia potoczyły się tak, a nie inaczej, Anna musiała wracać do Anglii. Było jej tu dobrze, ale tam czekał ukochany. Pożegnała się z dziewczynami, zadzwoniła do Celi i odjechała na lotnisko. Pozostała trójka przeniosła się do mieszkania Justyny.
- Jak tam twój trójkącik? – spytała Aneta przyjaciółkę.
- Co? A bardzo dobrze. Świetnie się rozumiemy. – odparła Dorota.
- No widzę, że się przestawiłaś na eksperymenty.
- Wszystkiego trzeba spróbować, a że nie mogłam się zdecydować na jednego. Lepiej powiedz, co tam ty masz za znajomość?!
- Ja? Żadną.
- Anetuś! – krzyknęła z pokoju Jusia. – Coś tu pisze, że „Grzesiulek dzowni”
                Ta poleciała jak z procy i dopadła komórkę. Zamknęła się w pokoju i odebrała.
- Słucham?
- Dobry wieczór. Tu twój osobisty seks na telefon. Pozycja dnia: na zdechłego psa.
- Gregor! Nie wygłupiaj się! A tak właściwie to jak jest „na zdechłego psa”? – spytała podejrzliwie.
- Eee… No, położę się na tobie i zacznę wyć. Ha! – wybrnął.
- W takim razie, ja rezygnuje z usługi. Do widzenia.
- Poczeekaaaj! Chciałem przecież porozmawiać.
- Ale połączenia z sekstelefonem są strasznie drogie.
- Do mnie masz zupełnie za darmo. I wiesz co? Jesteś moją jedyną klientką. Najlepszą.
- nie czaruj Grzesiu, nie czaruj. – zaśmiała się.
- Kiedy się spotkamy?
- A chciałbyś?
- Oczywiście, że tak. Stęskniłem się za tobą.
- Dlaczego?
- Bo widzisz.. Polubiłem cię. Jesteś super dziewczyną.
- Sypiesz komplementami, każdej? – postanowiła się podroczyć.
- O nieeee! Obraziłem się za to! Gregorek jest nieśmiały w stosunku do kobiet i nie miał ich dużo.
- Oj ty mój biedaku.
- Ale mam tak, tylko jak mi zależy.

<><><> 

                Wszyscy znosili bagaże do autokaru. Skra wracała do Bełchatowa. Pewnie bym z nimi pojechała, ale miałam moje autko. Bartek pociągnął mnie na słówko.
- Nie rozmawialiśmy jeszcze o tym, co teraz robimy.
- Wiem. Hmm… Nie chciałabym wracać do Płocka. Może poszukam czegoś w stolicy? – myślałam głośno.
- Nie ma mowy. Ja wymyśliłem lepszy plan.
- Słucham pana. – podparłam ręce pod boki.
- Zamieszkasz w Bełchatowie. Ze mną.
- Co? O nie, nie mogę.
- A ja twierdzę, że możesz. Razem będzie wspaniale. Nie pozwolę co gdzieś jechać samej. Muszę się tobą zaopiekować.
- Noo… Taaak… Dziękuję. – rzuciłam mu się w ramiona. Przytulił mnie mocno, jak to miał w zwyczaju. Uwielbiałam to.
- Nie dziękuj. W końcu jesteśmy razem. Co moje, to twoje. – zachowywał się tak wspaniale.
- Och Bartuś. Z nieba mi spadłeś. – westchnęłam.
- To ja, twój osobisty anioł. – szepnął.
                Mimo moich protestów, Kurek władował się do mojego cuda. Uparł się, że ze mną pojedzie, skoro ja nie mogę busem. Na dodatek zażądał kluczyków!
- Wiesz, że nikt nie prowadził tego auta prócz mnie? Tak miało zostać, ale… Przecież dzięki tobie wszystko jest inne. Prowadź.
- Czuje się zaszczycony. Doceniam to wyróżnienie. Chyba się z Adim dogadamy, co? – poklepał maskę rozdzielczą.
                Dojechaliśmy cali i zdrowi do celu. Gdy byliśmy przed drzwiami, które odkluczył, niespodziewanie wziął mnie na ręce i przeniósł przez próg.
- Skoro mieliśmy noc poślubną. – skwitował moje dziwne spojrzenie.



<><><><><><><><><><><><><>

No i jest :) Mam nadzieję, że do przeczytania :) Nie uważacie, że powinnam w tym momencie skończyć??

Pozdrawiam

15.08.2010

#14# Gdy uczucia biorą sprawy w swoje ręce


         Organista zaczął grać jakąś melodie. Wszyscy goście zwrócili się twarzami do mnie. Strach nasilił się. Z przodu, tuż przed ołtarzem czekał Robert w towarzystwie świadków. A ja przystanęłam w kruchcie kościoła, cały czas podtrzymując suknię rękoma. Nagle zamiast twarzy Roba, ujrzałam twarz Bartka, jego uśmiech i te oczy. Co jest? Dlaczego teraz? Cecylia, zdecyduj się! Tego było za wiele. Błyskawicznie obróciłam się na pięcie i…

…wybiegłam. Dopadłam do przednich drzwi od limuzyny.
- Pod moje mieszkanie, natychmiast! – wychrypiałam.

<><><> 

                W kościele zapanował ogólny szok. Nikt się nie ruszył z miejsca. Justyna wiedziała, że musi wkroczyć do akcji.
- Poczekajcie, ja ją przyprowadzę. – wypadła tak samo jak Cecylia. Na zewnątrz zobaczyła tylko tył limuzyny. Uśmiechnęła się sama do siebie i otworzyła magiczną torebkę. Wzrokiem odszukała samochód Roberta. Wycelowała nożyczkami w każdą oponę, delektując się charakterystycznym sykiem.  Pozostałym samochodom po prostu spuściła powietrze. Uwijała się jak w ukropie.
                Potem wyciągnęła z torby butelkę sprayu. Wiedziała, że kiedyś się przyda. Spoglądnęła na śliczną srebrną maskę samochodu niedoszłego szwagra. Czerwony idealnie będzie odbijał. Pomyślała przez chwilę, po czym zabrała się do pracy. Efekt końcowy spełniał jej oczekiwania.
                Wbiegła do kościoła, przyjmując smutny wyraz twarzy. Podeszła do dziewczyn wyjaśnić sytuację.
- Niestety jej nie złapałam. Wybaczcie. – wyziajała. W tempie natychmiastowym cała czwórka zwinęła się do jedynego „ocalałego” samochodu. Natomiast wychodzący goście, mogli podziwiać dzieło Justyny.
„Robert ma małego i jeszcze mu nie staje!”
                Pan młody spłonął rumieńcem, co niektórzy roześmiali się, inni byli oburzeni. Nic nie mogli poradzić. Za ślubu nici. Chyba najbardziej przeżyły to obie matki, które teraz zaczęły się wyzywać o Cecylię. Mężowie dzielnie je trzymali i rozdzielali. Gdyby nawet Robert chciał gonić narzeczoną, to nie miał jak…

<><><> 

                Podziękowałam facetowi od limuzyny i wparowałam do mieszkania. Dobrze, że wzięłam awaryjnie klucz. Wpadłam jak burza z domysłem, iż będą mnie szukać i to jest jedno z pierwszych miejsc. Otworzyłam szafę, wyjęłam walizkę  zgarnęłam, co najpotrzebniejsze. Ubrania, kosmetyki, buty. Kiedyś niebawem tu wrócę po resztę. Jak sprawa przycichnie. Na razie zamierzałam wyjechać gdzieś daleko. Gdzie? Natychmiast pojawiła się myśl: Skra gra mecz w Olsztynie. Zatem kierunek Olsztyn.
                Nawet nie zdejmowałam sukni. Wsiadłam jak byłam do mojego Adiego i odpaliłam. Teraz nie pozwolę się złapać. Teraz już nie chcę ślubu. I chyba nigdy tego nie chciałam… Ktoś otworzył mi oczy, pokazując inne życie…

<><><> 

                Czwórka przyjaciółek siedziała w mieszkaniu Cecylii. Zastały tu tylko ślady pakowania i ciszę.
- Pomyślałybyście, że wywinie taki numer? – spytała Anna.
- Tak… Widziałam, że dzieje się z nią coś nie tak. Coraz bardziej się wahała. – skomentowała Justyna.
- A nie planowałyście tego? Byłaś taka gotowa do akcji… - podejrzewała Aneta.
- Oj, Jusia jest gotowa na każdą okazję. Godze się z jej decyzjami, ale w sumie dobrze, że dała drapaka.
- Tylko gdzie ją wywiało? – spytała Dorota. Zaraz też przyszedł sms do Justy.
- „Przepraszam was kochane moje, ale musiałam to zrobić. Przejrzałam na oczy. Jadę do Olsztyna. Nie wiem, kiedy wrócę. Nie martwcie się, pa :*”
- Eee… Olsztyn? – zdziwiła się Dota.
- A dlaczego mnie to nie dziwi? Nie ma transmisji, ale kto gra dzisiaj mecz z AZS-em Olsztyn?
- Skra… - wypowiedziała.
- Bartek… - dorzuciła Anet.

<><><> 

                Jechałam jak w transie. Nie za bardzo kontaktowałam. Chyba GPS mnie ratował. Podświadomie go słuchałam, a myślami krążyłam gdzieś zupełnie indziej. Płakałam… Nie wiem dlaczego… Chyba z bezsilności… Bo nie żałowałam tej decyzji. Pragnęłam zacząć wszystko od nowa, po swojemu. Ludzie, którzy mnie widzieli, na pewno myśleli sobie coś niekoniecznie miłego. Ubeczana, rozmazana, w sukni ślubnej siedziałam za kierownicą. Byłam ostrożnym kierowcą, więc droga się dłużyła. Jednak moim celem było dotarcie na miejsce a nie zatrzymanie się na najbliższym drzewie. Przystanęłam na stacji benzynowej. Na szczęście jakiś miły pan mnie obsłużył. Nie obyło się bez zdziwionego spojrzenia. Przy okazji sprawdziłam mój notes. Mecz zaczynał się o 17.00. Cóż, nie zdążę. A jeśli nawet to nie mam biletu. Co ja sobie w ogóle myślałam? Przecież nie mogę mu się tak zwalić nagle. Po raz kolejny nie myślisz, jeżeli chodzi o niego! No ok., przyznaje. To była moja pierwsza myśl. Bo to po części przez niego, raczej dzięki niemu uciekłam. A może dla niego?
                Teraz za późno. To jedyna daleka opcja wyjazdu. Na dodatek nikt mnie tu nie będzie szukał. Ale jak na to Bartek zareaguje? A jak mnie wyrzuci? Wyśmieje i odeśle do domu? Te myśli były straszne, ale realne. Każde rozwiązanie wchodziło w rachubę. Czyli będę musiała podjechać do ich hotelu. Jak on się nazywał? Słyszałam w jakimś strzępku rozmowy. Znajdę.
                Zatrzymałam samochód na parkingu. Przez kilkakrotne błądzenie pojawiłam się później. Teraz to na pewno już przyjechali. Jak zapytam o JEGO pokój? Gdy zdałam sobie sprawę, że w tym obcym mieście jest moją jedyną nadzieją, wypadłam jak burza i pognałam do środka. Wkraczając do holu potrąciłam kogoś. Lekko się zachwialiśmy, ale każde z nas ustało.
- Przepraszam, który pokój ma Bartek? – spytała, bo rozpoznałam tego siatkarza. Bąku zrobił zdumiony wyraz twarzy.
- Yyy… 11. – wydukał, a ja pędziłam dalej.

<><><> 

Bardzo się zdziwił, gdy zobaczył kto go potrącił. Chyba najmniej się spodziewał Cecylii w sukni ślubnej. Cały czas był w szoku. Co się dzieje?
- A ja mam pokój z Kurkiem. – szepnął już sam so siebie. – Albo uciekła sprzed ołtarza albo chce zaciągnąć jego. No dziewczyna nieźle pogrywa. – podsumował. Cóż, na razie poszedł do pokoju kumpli. Nic ni komunie powiedział i nie powie. Może nie jest tak jak myślał. To sprawa Kurasia.

<><><> 

                Dotarłam pod drzwi z dwoma jedynkami. Wszystkie wątpliwości zwaliły mi się na głowę. Raz się żyje… Zapukałam.
- Bąku, nie wydurniaj się – usłyszałam jego krzyk. Zapukałam ponownie. – Żartów wam się zachciało. – podszedł i otworzył drzwi. Stanął jak wryty. Zaskoczony, zszokowany i niedowierzający. – Celi? – zdołał wykrztusić. Nie wiem, czy to na jego widok, czy na jego głos… W każdym bądź razie gwałtownie przytuliłam się do niego. Objęłam z całych sił i wtedy wybuchłam płaczem.
                Przytulił mnie. Nie odtrącił. Otoczył swoim ramieniem. Tak bardzo tego potrzebowałam… Zamknął drzwi i weszliśmy do środka. Cały czas go nie puszczałam. Staliśmy przytuleni a on gładził mnie po głowie.
- Celi, Celuś. Już dobrze, spokojnie. Nic się nie dzieje. Powiesz, co się stało? – jego troskliwy, łagodny ton rozczulił mnie bardziej.
- Bo… bo.. Bartek… Ja… ja… nie mogłam… musiałam… Ja… ja uciekłam. – ponownie ryknęłam płaczem. Na chwilkę zdrętwiał, ale szybko to przetrawił.
- Cii… Nie płacz słońce. Chcesz o tym pogadać, jak się uspokoisz?
- Ok.
 - Chodź, usiądziemy. – przysiadłam na kanapie postawionej w ich pokoju. W ich, bo były dwa łóżka.
- Bartek, kto jest z tobą w pokoju?
- Michał Bąkiewicz, a czemu pytasz? – no to ładnie.
- Bo widzisz, jak tu wchodziłam, to on mnie widziałam, pytałam o ciebie. Nie chcę, żeby to była sensacja.
- Spokojnie. On nie jest taki, założę się, że zatrzyma to dla siebie. Poczekaj, ja pójdę po dwie herbaty dla nas i przy okazji z nim pogadam. Zostań tu. Jak chcesz, to się połóż.

Ktoś zapukał do mych drzwi, to Ty
Ktoś wywołał uśmiech mój, to Ty
Wiem, nie będę czekał już, bo Ty
serce otworzyłaś mi

                Owszem, nie mógł o niej zapomnieć  i jakoś ciężko mu się było dziś skupić. Dopiero mecz go wyrwał z tego stanu. Nigdy by nie pomyślał, że ją dziś zobaczy ponownie. Nawet o tym nie marzył. PO jej wyznaniu jakaś cząstka niego ucieszyła się, że nie wyszła za mąż i że jest blisko.
                Wstąpił do pokoju Winiara i Mariusza. Według jego przewidywań, zastał tu też Bąka.
- Michał, moglibyśmy porozmawiać?
- Ależ wal, chłopie. – wypalił Winiarski.
- Sorry, drugi Michał. Chodź na korytarz.
- A my to już nie możemy wiedzieć? – oburzył się Mariusz.
- Później, dobrze? To delikatna sprawa. – wyszedł z kolegą z pokoju.
- Co się stało? – spytał Michał.
- Bo jak widziałeś, przyjechała do mnie Cecylia.
- Tak. Coś u niej nie w porządku?
- Nie. Tylko, że nie chciałbym jej gdzieś puszczać samej. Mogłaby u nas zostać? Mógłbyś tą jedną noc gdzieś indziej spędzić?
- Oj pewnie. Nie ma sprawy. Ktoś tam ma wolne łóżko. Zaopiekuj się dziewczyną.
- Dziękuję przyjacielu – poklepali się po plecach.
- Bardzo chętnie zostanę wujkiem. – uśmiechnął się cwaniacko.
- Bąku!

Nie mów nic, po prostu bądź
Tu, gdzie splątał się nasz los, gdy już
Nie wierzyłem, że to Ty, to Ty
serce otworzyłaś mi

                Usiedliśmy z tą herbatą. Słowa wylatywały ze mnie z niespotykaną łatwością. Brunet był dobrym słuchaczem.
- Widzisz, w pewnym momencie pomyślałam o ucieczce i po chwili już biegłam do samochodu. To był impuls.
- Rozumiem. Ale żałujesz?
- Nie. Nigdy nie będę żałować. Po prostu zostałam teraz sama.
- Nie mów tak. Masz przyjaciółki. – wiedział więcej niż myślałam.
- Wiem, tylko nie mogę na razie wrócić do Płocka. Oni by mnie zmusili… - nie miałam sił dokończyć. Nie chciałam o tym myśleć.
- Skończmy ten temat. Wiem, co potrzeba. Więcej nie muszę. – pogłaskał moje dłonie. Uśmiechnęłam się. Chyba pierwszy raz odkąd tu jestem.
- A wiesz, że z uśmiechem jesteś sto razy ładniejsza?
- Nie mów tak… - speszyłam się.
- Ale to prawda. – miał ciepły głos, pogodną twarz. Samym wyglądem podnosił mnie na duchu.
- Ech… Zdejmę wreszcie tą kieckę. Nie myślałam o rzeczach.
- Pewnie. Idź do łazienki albo się odwrócę. – zaproponował.
- Wystarczy, że zamkniesz oczy. – podeszłam do szafy z lustrem w drzwiach. Chciałam zdjąć ubranie, ale nie mogłam.
- Bartek, możesz podejść?
- O co chodzi? – zobaczył mnie motającą się z zamkiem.
- Mógłbyś odpiąć?

<><><> 

                Rozmowę na temat: czego to Celi teraz nie robi, przerwał dźwięk telefonu. Dorota spojrzała na wyświetlacz. Nie znała tego numeru.
- Halo?
- O witaj piękna bogini! Twoi wierni kochankowie wypytują o twe zdrowie.
- Andrzej? Skąd masz mój numer?
- Nie tylko on. Ja też chciałem usłyszeć twój głos.
- Krzysiu? Panowie, co to za cyrk?
- Och kochana miłą nasz, nie pamiętasz wczorajszej nocy?
- Chłopcy, znaczy się… No wiecie… Mam małe zaniki. – próbowała się wykręcić. Nigdy nie wiadomo co wyprawiała.
- A momentu, gdy zaciągnęłaś nas do pokoju z prośbą stworzenia trójkąta nie kojarzysz pewnie? I gdy zaczęłaś nam dawać prezerwatywy? – po drugiej stronie zapanowała cisza.
- Eee… Yyy… Cóż… Jak to się skończyło?
- Ponieważ byłaś kompletnie pijana, powstrzymaliśmy się i poszliśmy spać. Ale wiesz, następnym razem nie wytrzymamy.
- Dzięki moi drodzy. To kiedy się spotykamy znów?
- Hmm… Widzimy, że jednak masz ochotę na Bara-bara.
- Nie kuś dziewczyno, bo przyjedziemy jeszcze dziś. – zaśmiali się.
- Ale w miarę na trzeźwo, bo chcę wszystko pamiętać.
- Ok. To może wpadniesz na nasz mecz do Częstochowy? Koleżanki mile widziane.
- Ciekawa propozycja. Jednak nie tylko ja zawarłam nowe znajomości po wieczorze.
- Uuu… Gadaj, kto z kim?
- No Dorota złapała dwa takie ciacha, które by schrupała.
- Ciekawe… Zgadzamy się. – wrzasnęli oboje.
- Wypijemy za nasz trójkąt, a potem jesteśmy twoi!
- Cali?
- Tak, cali i goli.
- Mam nadzieję, że macie mocne łóżko.

<><><> 

                Gdy tylko pochylił się nade mną, jego gorący oddech omiótł moją szyję. Zadrżałam. Podobnie było, gdy poczułam na sobie jego dłonie. Zawrzało we mnie. Powróciły kadry z wczorajszej nocy. Spojrzałam w lustro. Rozpalał mnie. Działał tak jak żaden. On też spojrzał. Razem wyglądaliśmy tak… dziwnie. Powoli, ostrożnie drżącymi rękami rozpiął moją suknię.
- Gotowe. – uważnie mu się przyjrzałam. Emocje targały nami. Widziałam jak się spinał. A mi po głowie chodziły pewne myśli. Dlaczego przy nim traciłam zdolność racjonalnego myślenia? Odwrócił się i miał odejść, ale chwyciłam go za rękę. Najpierw doprowadza mnie do takiego stanu, a potem chce uciec? O nie…
- Bartek… - wychrypiałam.
- Coś jeszcze?
- No… Tak… Dzisiaj… Noc… Po prostu… Chciałabym spędzić z tobą moją noc poślubną. – ja to powiedziałam? No nieźle… Dzisiaj mam dzień wprowadzania wszystkich w szok.
- A… Ale przecież będziesz ze mną. – albo nie zaczaił albo nie dowierzał.
- Nie o to chodzi… Chciałabym skończyć to co zaczęliśmy wczoraj… - czy on myśli, że tak łatwo o tym mówić?
- Jesteś pewna? – spytał, pochylając się i całując moje ramię. On mnie zwodził specjalnie!
- A pamiętasz, co mi napisałeś na koszulce? Wbij mi tego gwoździa dzisiaj.
- Skąd w tobie takie pragnienia?  Wyszeptał mi do ucha.
- Bo przy tobie wszystko jest inne, nawet ja. Spełnisz moją prośbę? – czekałam na jego odpowiedź. Już to, że stał za mną, wydzielało we mnie gorąco.
- Jeżeli też tego chcesz… - na te słowa zsunęłam ramiączka i suknia opadła na podłogę. Czekałam na jego krok/
                Odgarnął mi włosy i zaczął muskać ustami moją szyję i policzki. Dłonie zaplótł na mym brzuchu, jednak kolistymi ruchami zaczął je przesuwać w gorę, aż napotkał mój stanik. Zacisnął na nim ręce, a ja westchnęłam. Po chwili odwrócił mnie do siebie. Stanęłam z nim oko w oko. Dzieliły nas centymetry. Przyciągnął mnie mocno, bliżej się nie dało.  Cały czas z niepewnością spoglądałam w jego oczy. Czy to co tam widzę, to miłość? Niemożliwe… A co on widzi w moich oczach? W końcu zawsze mówiłam, że zrobię to z miłości. Tak się właśnie dzieje?
                Omiatał moją twarz gorącym oddechem, a ja pragnęłam jego ust, które czuła już na sobie wczoraj. W końcu stało się. Nasze wargi odnalazły do siebie drogę. To było niezwykłe. Przekazywał mi tyle uczucia. Całowaliśmy się przepełnieni tęsknotą. Nie chciałam, by przestawał, lecz on szukał zapięcia od mojego stanika, a ustami schodził niżej. Zapatrzył się na chwilę, gdy pierwszy raz ujrzał moje nie zasłonięte niczym piersi. Potem mogłam na nich poczuć jego dotyk rąk i ust. Wprowadzał mnie w nieznane dotąd krainy pieszczot i wrażeń.
                Lekko zadrżał, gdy wsunęłam dłonie pod jego koszulkę, którą szybko ściągnęłam. Widok jego nagiej klatki piersiowej budził we mnie nagłe żądze. Teraz to ja sprawiałam mu przyjemność. Podciągnął moją głowę do góry i pocałował, kolejny raz. Jednak nie pohamował języka. Podobało mi się. Zaczął nim toczyć sobie szlak przez moją szyję, pomiędzy piersiami, środkiem brzucha, zabawiwszy trochę przy pępku i niespodziewanie interesując się moimi majtkami. Zmiękły mi nogi.
                Z zaskoczenia chwycił mnie w pasie, przerzucił sobie przez ramię i podszedł do łóżka. Leżałam na jego pościeli a on siedział okrakiem na mnie, cały czas dostarczając mi czułości. Pojękiwałam cichutko z nadmiaru doznań. Upodobał sobie jeżdżenie dłońmi po moich udach. Czyżby miał opory? Chwyciłam go za rękę i położyłam ją na moich majtkach. Ściągnęliśmy je razem, jego tez. Zobaczyłam jak bardzo był podniecony. Położył się na mnie ostrożnie, podpierając rękami. Sama rozchyliłam uda.
- Bądź moim pierwszym – wyszeptałam.
- Jeśli coś nie tak, mów. Wystarczy jedno nie. – przejął się. Nastąpiła chwila spełnienia moich fantazji. Spojrzał mi uważnie w oczy i delikatnie wsunął się we mnie. Ostrożnymi ruchami zaczął naszą przygodę. W końcu pokonał moją barierę. Na chwilę zamarliśmy.
- Przejdźmy do konkretów. – delikatnie przygryzłam mu ucho. Nie czekałam długo. Podniósł się lekko, a moje nogi wylądowały na jego ramionach. Przymknęłam oczy w oczekiwaniu. Gwałtownym wejściem, zapoczątkował całą serię zdecydowanych pchnięć. Odlatywałam razem z nim gdzieś w kosmiczną przestrzeń. Czułam, zbliżający się kres wytrzymałości. Kilka sekund i nadeszło spełnienie. Jego ostatniemu ruchowi, jego ostatnim chwilom we mnie towarzyszył mój krzyk. Bartek lekko stłumił go całując moje usta. Zanurzyłam dłoń w jego włosach i spojrzałam na twarz mojego kochanka. Cały promieniał.
- Oddałaś mi swój skarb, ja chciałem ci dać coś z siebie.
- I dałeś. Więcej niż pragnęłam.
- Teraz dam ci moje sny. – pocałował mnie po raz ostatni. Znalazłam swoje miejsce na ziemi. W jego ramionach…



<><><><><><><><><><><><>

Z powodu, iż odcinek zawiera "wiadome treści" ^^ dedykacja dla Jusi :* :* :* bo już od hen hen bzyyka mi nad uchem ;p właśnie za to jej wkurzające mnie "Byyyku bzyyyk" ;p

Także dla czytelniczek, które czytają moje wypociny, a z jakichś powodów nie komentują. Dowiedziałam się o istnieniu niejakiej Dagmary :) Ja nie gryzę, naprawdę, a każda opinia każdej czytelniczki to mój jeden uśmiech więcej :)

No i wiecie... Nie wiem jak to wyszło mi... Nie mam wprawy w pisaniu scen zbliżeniowych. Zjadliwe?

Pozdrawiam :*

11.08.2010

#13# Dzień ostateczny



Poranek dnia ostatecznego



Bartek



Chyba nic dziwnego, że nie spał zbyt wiele? Świadomość, iż ma ją obok siebie, nie pozwalała mu na to. Był bardzo przejęty. Obserwował ja podczas snu. A ona spała spokojnie koło niego.



Oddałbym swoją wolność i sprzedał diabłu duszę
za jeden uśmiech, jeden grzech



Wstydził się przyznać sam przed sobą, że marzył o tej chwili. Już dawno… Dopiero ostatnio partnerka w snach przybrała postać Cecylii. Traktował to jaki głupi sen, bo przecież spotkali się tylko raz. Teraz już 2. Nie chciał tego kończyć, przerywać, ale wyczuwał, że małżeństwo dziewczyny będzie ich ograniczać.



W każdą noc, w każdy dzień o tobie marzę, o tobie śnię
uśmiech twój, oczu blask to mój talizman.



Cecylia



Otworzyłam oczy i ujrzałam czyjąś klatkę piersiową. MĘSKĄ klatkę piersiową! Potem poczułam, że oplatają mnie w pasie ręce, zapewne właściciela klaty. Spałam wtulona w FACETA! Podniosłam głowę do góry i wtedy wszystko sobie przypomniałam. Spałam w objęciach BARTOSZA KURKA! Oddychaj dziewczyno, oddychaj! To nic takiego! Jego twarz szczerzyła się do mnie niemiłosiernie., a na mojej malował się szok. Spojrzałam na niego i na siebie, potem pod kołdrę. Bartek miał na sobie same gacie, a ja bieliznę i jakąś męską koszulkę. To bardzo mnie zaniepokoiło…
- Czy to twoja? – wskazałam na „swoją” piżamę.
- Tak. – przytaknął z uśmiechem.
- Ty mi to ubrałeś?
- Tak. – firmowy uśmiech jakby przykleił się do jego twarzy.
- Czy my… no wiesz… Przespaliśmy się? – wydusiłam z siebie.
- Nooo… Nie! – teraz to już wybuchł śmiechem na dobre.
- Bartek, to nie jest zabawne!
- Ależ owszem. Żałuj, że nie widziałaś swojej miny.
- Musiałam się upewnić, a niby kogo miałam się spytać?
- Nie denerwuj się. Wszystko w porządku. Ja się zbieram. Niedługo wyjeżdżamy.
- Mam nadzieję. No to raz, raz Łabądku! – teraz to ja śmiałam się z jego miny.



Justyna



Pierwsze, co zobaczyłam po przebudzeniu to Bartmana wtulonego w mój brzuch. Zaraz, moment. STOP! ŻE CO? Odchyliłam kołdrę. O żesz w mordę! Byliśmy nadzy. Wtedy z prędkością światła odzyskałam pamięć. O niee! O taak! Zdecyduj się dziewczyno! Fakt faktem: tej nocy zaliczyłam Zbigniewa Bartmana! A najgorsze jest to, że mi się podobało! Z początku był w szoku, ale potem… Tak jak myślałam, skubany był szatańskim kochankiem. Pogłaskałam go po włosach. W końcu spisał się facet.
- Moja kocica już wstała? – podniósł głowę do góry.
- Nie widzę tu żadnej, ale ja już nie śpię.
- Ni udawaj Justyś, wczoraj mnie tak uwiodłaś…
- Ja ciebie? Jeszcze powiedz, że to był gwałt!
- Żaden gwałt. Nie stawiałem oporu kompletnie. Poddałem się bez gadania.



Dorota



To był mój najlepszy dotychczasowy poranek. Leżałam pomiędzy Andrzejem i Krzyśkiem. I nawet nie myślałam o wstawaniu. Tak słodko wyglądali przez sen. W dodatku przytuleni do moich piersi. Nie protestowałam. Niech mi kurna ktoś zrobi teraz zdjęcie! Będę miała czym się podniecać na stare lata. Gdy moje miśki się obudziły, od razu otrzymałam dwa soczyste buziaki.
- Dzień dobry kochanie! – mogliby mnie tak witać codziennie.
- Dobrze się spało?
- Cudownie. Jesteś strasznie wygodna. – powiedział brunet.
- I taka mięciutka i cieplutka. – dodał blondyn.
- Mi też się spało super, chłopcy! – mam nadzieję, że z tego nie wyjdą jakieś bliźniaki dwuojcowe…



Aneta



Właśnie śniłam o lodach pistacjowych, gdy coś wymruczało mi do ucha.
- Anetuś, kochanie, obudź się. – otworzyłam oczy. Posiadaczem tego seksownego głosu okazał się… Grzegorz?!
- Możesz mi wyjaśnić, co ja tutaj robię?
- No widzisz, szaleliśmy wczoraj na parkiecie i gdy któryś raz poszliśmy odsapnąć, ty najzwyczajniej w świecie przysnęłaś na moim ramieniu. No to przygarnąłem cię do siebie.
- Strasznie cię przepraszam. No i dzięki za nocleg.
- Spoko. Miałem okazję cię wymacać. – zobaczyłam te iskry w oczach.
- Że słucham?
- Żartowałem, ale i tak obiecałaś mi to, co Bartek z Cecylią robili.
- No widzisz, ja wtedy też żartowała. – nic nie dały moje słowa. Wgramolił się na mnie i oparł ręce po bokach.
- Nic nie szkodzi. Dzisiaj wszystko nadrobimy! – po czym najzwyczajniej w świecie mnie całować. Ja przestraszona takim obrotem sytuacji, zaczęłam trzepotać rękami i nogami i coś mamrotać.
- Cicho kobieto! – oderwał się na chwilę i kontynuował. No i cóż mogłam zrobić? Skapitulowałam…



Anna



Trochę przerażona rozglądałam się po miejscu mojego przebywania. To nie był mój pokój, to nie było mieszkanie Justyny czy Cecylii.
- Spokojnie, jesteś u mnie. Michał. – brunet podał jej rękę.
- Anna.
- Uprzedzając twoje pytania: gdy wszedłem do pokoju, ty już chrapałaś w najlepsze w moim łóżku. Bez obaw, spałem w najdalszym krańcu z rekami przy sobie.
- Przepraszam. – mruknęłam speszona.
- Ależ nie ma za co. Zdarza się. – skwitował wszystko uśmiechem. I to jakim… Moment, masz już kogoś, prawda? Więc zostań przy jednym partnerze.
- Może kiedyś się odwdzięczę.
- Może kiedyś…



<><><>



Po śniadaniu miał podjechać autobus po chłopców. Bełchatowianie jechali od razu do Olsztyna, bowiem z tamtejszą drużyną rozgrywali mecz. Innych porozwozi ten sam, którym przyjechali. Zatem wszyscy powoli gromadzili się na śniadaniu. Ostatnia zeszła Cecylia z Bartkiem. Gdy tylko znaleźli się w stołówce, rozległy się oklaski i gwizdy. Oboje speszeni mimo wszystko, usiedli ze znajomymi.
- Wiesz Celi, no ja cię od tej strony nie znałam. To co wyprawiałaś z Kurkiem stworzyło mi nowy obraz ciebie. I te jęki i krzyki. – paplała jak najęta Dota. Szatynka nie wiedziała jak zareagować. Przyjęła wszystko z milczeniem.
- Kwiatuszku, cieszę się, że wczoraj zaszalałaś. Tylko powiedz mi jedno. Wiesz, ze mnie to ogromnie ciekawiło zawsze. Ma dużego? – wypaliła Justyna prosto z mostu. Jej przyjaciółka o mało się nie zakrztusiła sokiem, który piła. Spojrzała na wyczekujące w napięciu spojrzenia dziewczyn. Wtem spostrzegła, iż jeden z chłopaków wysyła w ich stronę lubieżne uśmieszki.
- A Zibi ma dużego? – spytała nagle, wzbudzając szok brunetki.
- Co… co… coo?! Skąd wiesz?
- Ja nic nie wiedziałam, ale spójrz na niego. Ma to wypisane na czole. – teraz wszystkie lustrowały Bartmana.
- No co za sukinkot. Pewnie już wszystkim rozpowiedział.
- Spoko Jusia. Zapewne nie, bo nikt by mu nie uwierzył.

Po śniadaniu zjedzonym w miłej atmosferze, przyszedł czas na pożegnanie. Zapanowały ogólne Przytulanki i całuski. Justyna podeszła do Zbyszka. Ten już miał ją cmoknąć w policzek, gdy ona pociągnęła go w bok. Wepchnęła w jakieś pierwsze lepsze drzwi.
- Jusia, co my robimy… w schowku? Ja muszę zaraz jechać.
- Nie chcesz się ze mną pożegnać?
- Przecież chciałem… nie pozwoliła mu dokończyć.
- Tak pospolicie? Ja cię nauczę pożegnań! – przyciągnęła go do siebie i pocałowała zachłannie. Ściągnęła jemu i sobie koszulki.
- Co ty robisz? Chcesz tutaj…
- Tak! Właśnie tutaj! Masz mnie wziąć! – stanowczy głos dziewczyny podziałał. Ich rzeczy powędrowały w różne Katy pomieszczenia, a Justyna znalazła się na pobliskiej półce. Oplotła Zbyszka biodrami.
- Zrób mi tak, żebym cię długo zapamiętała. – wyszeptała.
- To wczoraj źle ci było? – spytał zdziwiony i przygnębiony.
- Udowodnij mi, że potrafisz powtórzyć to co wczoraj. Albo nie…. Może nam być jeszcze lepiej. – iskierki rozbłysły w ich oczach.



<><><>



W końcu nadeszła ta chwila, gdy stanęłam naprzeciwko Bartka i wiedziałam, że być może widzę go po raz ostatni. Szklany ekran się nie liczy. Czułam, zbierające się łzy. Tylko dlaczego? Nie był mi specjalnie bliski… A może był? Gubiłam się w tym. Nie mogłam się przy nim rozpłakać. Widziałam to jego spojrzenie. Chyba czuł się podobnie.
- Bartek… - dopadły mnie nagłe problemy z wysławianiem się.
- Cii… Nie musisz nic mówić. Wiem, co czujesz. Przytul się do mnie. – zatonęłam w jego ramionach. Zniknęły troski, smutki, zmartwienia. Czułam jego ciepło, bicie serca. Czułam się bezpieczna. Jakby za pomocą tych gestów przekazywaliśmy sobie uczucia. Nie mogłam trwać tak wiecznie. Odsunęłam się od niego na dwa kroki.
- Cieszę się, że miałem okazję poznać tak cudowną osobę, jaką jesteś ty. – jego zdanie mnie zaskoczyło.
- Uwierz, że ja też będę cię miło wspominać. Nawet nie wiesz, jak bardzo zyskałam dzięki tobie.
- Nie schlebiaj mi już, bo się zarumienię. – odparł lekko skrępowany.
- Domniemam, że z rumieńcami na twarzy byłbyć uroczy.
- Cecylio!
- No już dobrze. Nie mogę cię dłużej zatrzymywać.
- Gdybym mógł to bym został. Drużyna wzywa.
- Wiem, w końcu to twoja praca. Życzę powodzenia i trzymam kciuki.
- Z takim wsparciem na pewno wygramy. A ja czego mam ci życzyć? Pięknego ślubu i udanej zabawy weselnej.
- Eee… Nie dziękuję. – w ten oto sposób przypomniał mi, że dziś dzień Apokalipsy.
- No to do zobaczenia. – przesłał mi buziaka w powietrzu.
- Żegnaj! – odparłam, machając ręką wszystkim.
- Nigdy nie mów żegnaj. – jeszcze dobiegł mnie jego krzyk.

Wtem otwarły się drzwi schowka. Wyszedł z nich… Zibi?! Z Justyną?! Wygląd, zachowanie i speszony wzrok mówiły jedno: było ostro. Siatkarz pognał do autokaru, a brunetka pomknęła do pokoju. I ona myśli, że ucieknie przed moim gradem pytań?



<><><>



- Zbysiu? A co to? Szminka czy malinka? – Bartek postukał kolegę w szyję.
- Krew. – odburknął.
- A on kiedy wzory na koszulkach nosi się z tyłu? – drążył temat niebieskooki.
- Od dzisiaj. Nie słyszałeś? Najnowszy krzyk mody. – Bartman był już wyraźnie poirytowany.
- Moda… Taa… A schowek tonie w twoich plemnikach…
- Co ty żeś powiedział?! – wzburzył się.
- Toruń tonie w piernikach. A te drzwi z których wychodziłeś, to nie były czasem od składziku?
- Tak! Kurna! Justyna zrobiła mi malinkę ,a potem bzykaliśmy się w schowku i źle założyłem bluzkę. Zadowolony?! – wrzasnął wkurzony na maksa Zbyszek.
- Yyy… - Kurka ewidentnie zatkała nagła szczerość kolegi. – Okeeeeej.
- No to się cieszę, że sobie wszystko wyjaśniliśmy, a teraz pozwól, że się zdrzemną.
- Jak cię ta Justyna wymęczyła… - złowieszcze spojrzenie piwnych oczu przystopowało chłopaka.



<><><>



Poszłam do pokoju Jusi. Naturalnie w celu wywiadu środowiskowego. Nie bawiłam się w pukanie.
- Mogę się dowiedzieć, co ty robiłaś z Bartmanem?
- Eee… No rano wstaliśmy, potem zeszliśmy na śniadanie…
- Nie zgrywaj idiotki! Co z nim robiłaś w składziku?
- Żegnałam się. – mruknęła.
- Tak, już ja widzę to pożegnanie…
- Dla twojej wścibskiej świadomości: zrobiliśmy szybki numerek i pojechał.
- No nie poznaję cię. – stwierdziłam.
- A myślisz, że ja ciebie? Odleciałaś z Kurasiem. – czy teraz ona ma zamiar mnie przepytywać?
- No poniosło nas, ale jemu nie mogłam się oprzeć.
- Uwierz, że widziałam.
- Ale my… No wiesz… Ja z nim nie spałam… - wydusiłam w końcu.
- Słucham?! Że co?! Jak to nie?
- Normalnie, nie. Zrozum, nie potrafiłam.
- Nie rozumiem i nigdy nie będę próbować zrozumieć.
- Może to i lepiej. A jak tam Zbyszek się spisywał?
- Tego mi było trzeba. I z rana i z wieczora.
- Ooo, mówisz? To w nocy też?
- No widzisz, mało mi było. Trzeba sobie zapewniać atrakcje.
- O nic więcej nie pytam.



<><><>



Wróciłam szybko do mieszkania razem z dziewczynami. Chciałam uniknąć pytań matek, ciotek, gdzie to ja byłam. Nie muszą wiedzieć o wieczorze. Pojawiły się punktualnie i mnie zabrały do domu. Jusia miała klucze do mojego lokum, więc mogły się tam spokojnie przebrać i wyszykować.

W domu czekało mnie piekło. Fryzjerka, kosmetyczka i inne takie szurnięte kobiety. Cóż, siedziałam, a one wszystkie skakały wokół mnie. Irytowały mnie. Miałam dość. A jeszcze te ich jęki, ochy i achy. Dajcie mi karabin i jeden magazynek! To będzie morderstwo w obronie własnej! Uniewinnią mnie!

No i w końcu nadszedł czas założyć suknię. Jak wszystko tutaj, jej wybór również kontrolowały „mamusie”. Hmm… Nie była brzydka. Ktoś powiedziałby, że była piękna, ale podchodziłam do tego na chłodno. Nie czułam podniecenia ani nic takiego. Wcisnęły na mnie wdzianko i stałam przed nimi jakieś 20 minut, żeby mogły sobie popatrzeć. Czułam się jak manekin. Czy wszystkie panny młode się tak czują? Jeśli tak, to współczuję. Obrzygałabym tę suknię im wszystkim na złość! Kurna, nie jestem jajem! Że mi eskorty policji no kościoła nie załatwili. Jednak wybrali srebrną limuzynę. Robert miał czekać w kościele, przy ołtarzu. Za dużo się kobiety amerykańskich filmów naoglądały. Przecież gdybym się sprzeciwiła to by Sajgon powstał.

Siedziałam na tylnim siedzeniu samochodu i wyglądałam za okno. Na dworze jak przystało na koniec lutego, śnieg prószył delikatnie. Wyobraziłam sobie siebie jako Królową Śniegu. Niee… Nienawidzę zimna! Dobrze, że miałam na sobie białe futerko. A więc to ten dzień… Dzień moje ślubu. Dzień końca ojej wolności. Dzień, który powinnam pamiętać do końca życia. A ja… Siedzę sobie wygodnie i myślę o wszystkim oprócz tego. I wtem w mojej głowie pojawił się ON… Krótka znajomość, nietypowy początek. Jednak rozumieliśmy się bardzo dobrze. Przyniósł mi ukojenie, rozluźnienie w te trudne dni. Lecz teraz po wszystkim…

Dotarliśmy pod kościół. Weszłam po schodach w stronę świątyni. Łomotało mi serce. To był strach. Strach przed tym, co się miało stać. Strach przed decyzją życia. Na chwilę zamarłam… Podwinęłam suknię i…





… przekroczyłam próg tego miejsca.

<><><><><><><><><><><>

Nie zabijajcie mnie ;p Będzie co ma być :)
13 nigdy nie była dla mnie pechowa.

Mam nadzieję, że się podobało choć troszkę :)

Dedykacja dla Nati! :*

No i Titta, nie przesadzaj z pytaniami ;p

Pozdrawiam :*

08.08.2010

#12# Nocnych przygód kilka



Ledwie wyszli z pokoju, Grzesiek podbiegł do Anety.
- Chodź! Musimy to zobaczyć! – jak dwa sępy, polecieli szukać sensacji i nie zawiedli się. Po chwili dołączyła do nich reszta. Zbytnio nie dbali o dyskrecję. Prawie wyleźli na korytarz w osłupieniu. Wlepili swoje gały w dwójkę znajomych, miętoszących się przy drzwiach.
- Miłość to rzecz święta. Kładzie chłopców na dziewczęta. Jedno ciało drugie gniecie i powstaje ciało trzecie. – wyrecytował Gregor. Na co Anet trzepnęła go karcąco w ramię. Nikt nic nie mówił. Podglądali na całego.

Justyna nie poznawała swojej przyjaciółki. Nieśmiałość i niewinność poszły w kąt. Teraz widziała prawdziwe oblicze panny Marciniak. Aż uśmiechnęła się sama do siebie. Wiedziała, że jej Cecylia robi wszystko świadomie. Brunetka poczuła na sobie czyjś natarczywy wzrok. Rozglądnęła się dookoła, niczego nie zauważając. Gdy wyprostowała głowę, ujrzała tuż przed sobą postać chłopaka, a raczej mężczyzny.
- To ty mnie tak świdrowałeś oczami? – spytała prosto z mostu.
- Może, może… - uśmiechnął się tajemniczo.
- Przesuniesz się? Zasłaniasz mi widok.
- Jaki widok? – obejrzał się za siebie i przypomniał sobie powód sterczenia wszystkich tutaj. – Aaa… Ty też byś tak chciała, co?
- Owszem, owszem. Ale do tego potrzeba odpowiedniego faceta.
- Bez obaw. Chętnie spełnię twoje marzenie. – uśmiechnął się lubieżnie.
- Że niby z tobą miałabym to zrobić? Chyba sobie kpisz!
- A czego mi brakuje?
- Przede wszystkim rozumu! – rzuciła i odeszła.



<><><>



Kompletnie go zaskoczyła. Najpierw prosiła by zrobić małe przedstawienie dla wścibskich podglądaczy, a teraz wyprawia z nim takie rzeczy? Nie wiedział, kiedy przestali grać, a kiedy zaczęli to robić z wolnej woli, z czystej ochoty. Cecylia droczyła się z nim, ale się nie poddał. To tylko pozwoliło mu na dogłębniejsze zbadanie jej ciała. W końcu sięgnął klucz z pomiędzy jej piersi. Widział jaj błogi uśmiech, przymknięte powieki i jak ciężko oddycha. Spoczywała w jego ramionach, całkowicie mu się poddając. Mógł zrobić z nią wszystko, ale pragnął jednego.

Otworzył drzwi i wtoczyli się do pokoju. Nieszczęśliwie zahaczyli o próg i upadli na podłogę. Dziewczyna znalazła się na brunecie. Otworzyła szeroko oczy i patrzyła na niego ze strachem. Jakby nagle zdała sobie dopiero sprawę z wszystkiego.



<><><>



Nie wiem, ten upadek był jak kubeł zimnej wody. Wróciłam gwałtownie z nieba na ziemię, do rzeczywistości. Miał taką piękną twarz, oczy nos, usta. Delikatnie pogłaskałam go dłonią po policzku. Uśmiechnął się do mnie anielsko. Matko.. Na co ja miałam ochotę?! Co ja chciałam z nim zrobić?! Nie wierzę… Ale… Tak, tak było naprawdę. Ponownie ogarnęło mnie zażenowanie własną osobą. Czym prędzej wstałam z niego.
- Bartek, ja… Ja… Ja… Ja się strasznie przepraszam… - mówiłam drżącym głosem, odwrócona do niego tyłem. – Kolejny raz byłeś świadkiem mojej kompromitacji, mojego upadku. Ja… Pewnie masz mnie za puszczalską, łatwą, napaloną pannę. Na pierwszym spotkaniu pokazałam ci cycki, teraz zaciągam do łóżka. Nieźle… Ale ja taka nie jestem, nie zachowała się tak nigdy. Z tobą mi się to przytrafia… Nie wiem, co mną kieruje, ale to się po prostu dzieje. Wybacz… Zależało mi, żeby dobrze przed tobą wypaść, normalnie, kulturalnie. Na razie jestem dziwką… - cedziłam słowa, czując łzy. Wszystko było nie tak. Stałam i patrzyłam w noc. Nagle poczułam jego dłoń na ramieniu. Lekko zatrzęsłam się ze strachu.
- Ach Cecylio… Spójrz na mnie. – poprosił. Odwróciłam się.
- Bartek, strasznie cię przepraszam. – wyszeptałam z wzrokiem wbitym w podłogę. Jednak on delikatnie uniósł mi podbródek.
- Po co te łzy? Po co ten smutek? Nie płacz mojego powodu. Kompletnie inaczej cię odbieram niż myślisz.
- A jak?
- Jako skromną, nieśmiałą dziewczynę z poczuciem humoru z której wychodzi prawdziwa natura. Boisz się tej zmiany, prawda?
- Tak… Tak, masz rację.
- Nie bój się. Bardzo chciałbym żebyś przy mnie była sobą.
- Dobrze. W sumie… To cały czas przy tobie dotychczas tak właśnie było.
- Wiem, więc nie zmieniaj się. A co do tych zdarzeń, to ja wiem, co to są emocje.
- Dziękuję, że tak wszystko przyjąłeś. Nie spodziewałam się.
- Oj, czy wyglądam na takiego kretyna? – dociekał.
- Nie, nie. Skąd. Po prostu nie znam cię.
- To dobrze. Jak to nie?
- No to nasze drugie spotkanie…
- Więc coś już tam o mnie wiesz. Nie mów tak, jakby nic się nie wydarzyło między nami.
- Do czego zmierzasz? – spytałam z niepokojem.
- Po prostu z każdym spotkaniem dowiadujemy się czegoś o sobie. Zbieramy informacje i dane drugiej osoby.
- Co cię tak wzięło na analizę?
- A wiesz, mówię co myślę. – uśmiechnął się.
- Podoba mi się twoje podejście, naprawdę.
- Widzę, że lubisz mnie peszyć. – roześmiał się. – To co robimy?
- Cóż, chyba nie zostaniemy tu otoczeni przez samych podsłuchiwaczy? Chciałabym swobodnie porozmawiać. Mam pomysł! – nagle mnie olśniło. – Wyjdziemy przez okno.
- Gdzie mnie chcesz zaciągnąć? – spytał z głupim wyrazem twarzy.
- A w takie jedno fajne miejsce. Nie myśl sobie, Bóg wie co
- Ok. Skoro my wyjdziemy, to nie możemy zostawić kochanych znajomych bez wrażeń. – błysk w jego oku nie wróżył nic dobrego. Wrzucił jakąś kasetę do odtwarzacza i podkręcił głos na full. Boże! Przecież to pornol!
- Co ty wyprawiasz? – krzyknęłam zdumiona.
- A niech mają czego posłuchać. – złośliwy wyraz twarzy mówił wszystko.
- Wariat!
- A ty też wariatka! – wytknął mi język. Potem razem wyskoczyliśmy przez okno i pobiegliśmy przed siebie.



<><><>



Gdy para przeniosła się do pokoju, po korytarzu rozległy się jęki zawodu i rozczarowania.
- A tak im dobrze szło. No nie mogli kontynuować tutaj? – rozpaczał Grzesiek. Aneta podeszła do niego i objęła go ramieniem.
- Nie smutaj się. Oni lubią prywatność. Chodź, zatańczymy.
- No. No dobra. Ale potem odegramy coś takiego jak oni?
- Grzechu, byś tylko grzeszyć chciał. – zażartowała.
- W końcu imię zobowiązuje. – wyszczerzył się.

Gapie powoli się porozchodzili. W końcu dotarło do nich, że więcej nie zobaczą. Wrócili do pokoju i kontynuowali zabawę taneczną. Wtem muzykę zagłuszyły jakieś jęki.
- O matko, ale jadą z koksem. – skomentował Zibi. Natomiast Igła przytknął szklankę z uchem do ściany. Wszyscy poszli w jego ślady.
- Nieźli są. – sypnął Wierzba.
- Kto by się spodziewał takich krzyków po Cecylii. – niedowierzała Dorota.
- A tych jęków po Kurasiu? – dodał Winiar.



<><><>



Impreza trwała w najlepsze. Teraz to Justyna obserwowała bruneta. Wodziła za nim wzrokiem, gdy wyginał się na parkiecie wśród pozostałych pań. Z każdym kolejnym ruchem wydawał jej się seksowniejszy. W końcu tanecznym krokiem zbliżyła się do niego. Tańcząc obok, próbowała zwrócić na siebie jego uwagę. Lecz on doskonale ją widział i obserwował. W pewnym momencie ich ciała zetknęły się i oddali się wspólnemu tańcu. Ociekał on erotyzmem na kilometr. To była ich gra, gra ruchów i gestów, prowadząca do podniecenia obojga. Brunetka rozglądnęła się wokół i spytała:
- Który masz pokój?
- 34, a co? – spytał niczego nieświadomy. Ona pociągnęła go za sobą za pasek od spodni i wyprowadziła na korytarz. Po chwili byli już w jego lokum. Zbyszek stał jak w amoku. Jakby nie wiedział, co się dzieje. Justyna zrzuciła z siebie bluzkę, a jemu odpięła spodnie.
- Do rzeczy Zbysiu, do rzeczy. – powiedziała. OD tego momentu nie miał problemów z zachowaniem. Oboje skutecznie pozbawili się reszty ubrań. Dawali i brali. Przyjmowali pieszczoty i sami zadawali przyjemność. W końcu opadli na jego łóżko. Zibi wiedział, co robić…



<><><>



Zaciągnęłam go nad miejscowy mały staw, otoczony ścieżkami, ławkami, latarniami. Oczywiście mieliśmy kurtki. Wtedy zorientowałam się, że całą drogę trzymaliśmy się za ręce. Nagle poczułam się dziwnie. Puściłam go i usiadłam na prowizorycznym molo. Wpatrywałam się w taflę wody, która teraz zamieniła się w lód. Mimo to odbijała światło księżyca i lamp. Poczułam jak chłopak siada obok mnie.
- To twoje ulubione miejsce? – spytał cichutko, by nie zburzyć zbytnio tej ciszy i atmosfery.
- Tak… Chociaż nigdy nie byłam tu o tej porze.
- A z kim to zrobić jak nie ze mną. – ucieszył się.
- Jak to zabrzmiało. – zażartowałam.
- Mogę ci powiedzieć wierszyk? – niespodziewanie zaproponował.
- Pewnie.
- Ale jest taki z pokazywaniem. – chytry wyraz twarzy i iskrzące oczka sygnalizowały coś jednoznacznego.
- Zaryzykuję. – a co! Trzeba zaszaleć.
- Śniła mi się dziewczyna jak marzenie. Taka, która od razu wzmaga pragnienie, więc sobie myślę – mój Ty Boże Drogi, pozwól dotknąć nóg, co sięgają podłogi. – tematyka wiersza mnie nie zdziwiła, ani to, że wyczułam jego dłoni na udach.
- Już jestem spocony i rozanielony. Folgować pragnę na wszystkie strony. Czy mi pozwoli? – myślę tu o biuście. Poszalałbym z nimi jak zając w kapuście. – moja kurtka zostałą odpięta, a jego ręce spoczywał na moich piersiach.
- Kulistym ruchem już trzymam je w dłoni i żaden staniczek ich pewnie nie ochroni. – no tak rzeczywiście. - Są jak arbuzy w egzotycznym ogrodzie. Na samą myśl ślinka cieknie po brodzie... dobrze wiedzieć.
- Na aksamicie nieba sunąłem marzeniami, bym mógł się obejrzeć za jej pośladkami. – no, jego zwinne łapki czułam na tyłku. - Bo one tak jędrne są w pełnym rozkwicie. I jak tu nie kochać cię życie o świcie...? – miał rację. Posiedzielibyśmy jeszcze z godzinkę, dwie i zaczęłoby się przejaśniać.
- Taak. Bardzo ciekawy ten wiersz i pełen gestykulacji. Dużo ćwiczyłeś? – zmrużyłam oczy.
- Och tak! Szczególnie gesty. Trenowałem z Kubą – wypalił.
- Hahaha! – nadarłam się w swoim psychicznym stylu.
- No co? Fajnie było. A szczególnie, gdy bez zapowiedzi i pukania wparowali jego rodzice! – teraz to on się roześmiał.
- Oj, chyba się Jarski gęsto tłumaczył?
- Noo! Ale teraz już jest ok. W końcu z jakąś się umówił i mamusia spokojniejsza. Czy ja jestem taką złą partią? – spytał z oburzeniem.
- Skąd! Gdyby jak miała takiego kawalera to bym brała bez wahania.
- Serio? Wyszłabyś za mnie? – spojrzał na mnie tak dziwnie.
- Ale Bartek… - posmutniałam, przypomniawszy sobie pewien fakt.
- Tak, wiem. Proszę, nie smuć się teraz i nie myśl o tym. Jesteś teraz tutaj ze mną. Tylko to się liczy. – uważnie spojrzałam na niego. Gdzieś w kącikach ust błąkał mu się uśmiech a oczy uważnie śledziły moją reakcję. Starał się mnie nie urazić. Mimo krótkiej, bardzo krótkiej znajomości coś się między nami wytworzyło. Mogłam z nim o wszystkim porozmawiać, czułam to. Był zupełnie inny niż Robert. Miał to czego mi u narzeczonego brakowało. Dlatego coś mnie ciągnęło do Bartka. Nie mogłam się nie uśmiechnąć.
- Popatrz, łabądź! – wskazał palcem.
- Łabędź, głuptasie. Skąd on się tu wziął? – zdziwiłam się. Woda była zamarznięta. Myślałam, że wywieźli zwierzęta.
- Zabarykadował się w domu i został tu. Słyszałem, że łabędzie mają jedną partnerkę na całe życie. – to jak na mnie spojrzał sparaliżowało mnie. Mogłam czytać z jego oczu. Czułam jakby się przede mną otworzył, jakby mi na to pozwalał. Siedzieliśmy i się hipnotyzowaliśmy.



Nie wiem jak to zmienić by
znaleźć radość w oczach twych.
Tańczysz tango z innym, wiem
bezbronna



Wiedział, że znają się krótko, ale czuł, że coś ich łączy. Może kolor oczu? Marzył o chwili jak ta… Właśnie teraz się poznawali. Bez słów, bez gestów. Wzrokiem wnikali w głąb swych dusz. To jak chwilowy trans. Nie każdy to potrafi. Żeby tego dokonać, trzeba trafić na odpowiednią osobę. Czyżby razem na siebie trafili?



Jesteś blisko, obok mnie.
Tak daleko jednak ,że
nie potrafię wyznać ci
że cię kocham



Bo jak mógł nazwać swoje uczucie? Jak wytłumaczyć rozczarowanie nowiną o ślubie? Radość z ponownego spotkania? Pożądanie, gdy była tuż obok? Nie wiedział, co się z nim dzieje. Tak bardzo chciał, by jutra nie było, by mógł się przekonać, czy to miłość…



Będę zawsze, obok, tuż
Twój przyjaciel anioł stróż
będę wielbił skrycie tak-na wieki.



Dlaczego spotkałam go dopiero teraz? Teraz, gdy wszystko już przesądzone. Ciekawe, co by z tego mogło wyjść, gdyby nie mój ślub? Stop! Cecylia! Chyba nie myślisz, że mogłabyś z nim być? To brzmi zbyt absurdalnie.
- Zobacz, co on wyprawia? – przerwał nasze milczenie. Łabędź wyszedł sobie na ścieżkę i łaził po niej.
- Sobie pochodzić chce.
- Zabawimy się w berka, łabądku?
- Bartek! Co ty chcesz zrobić?
- Spokojnie. Nic nam się nie stanie.

Geniusz. Poszedł gonić łabędzia. Biedne ptaszysko uciekało przed nim jak przed ogniem. Nie dziwię się, zobaczyło psychopatę. Komicznie to wyglądało. Zaczęłam się śmiać. Zwierzę utrzymywało dystans między nimi, a Kurek ewidentnie próbował go złapać. Gdyby to ktoś zobaczył. Darmowy cyrk. Wszystko byłoby ok., lecz teraz role się odwróciły. To Bartek uciekał przed łabędziem. Chłopak sadził solidne susy, byle tylko ujść bez uszkodzeń ciała. Ptak nie dawał za wygraną. Nagle brunet zaczął biec w moim kierunku.
- Celi, ratuuuuuj! – schował się za mną. Taa… Na pewno go nie było widać!
- A widzisz, zachciało ci się głupot to teraz masz!
- Chciałem ci poprawić humor – mruknął.
- No i ci się udało. To było przekomiczne. Tylko nakręcić i do „Śmiechu warte”. – ponownie ryknęłam śmiechem.
- Tak, pewnie. Śmiej się, a on mnie mógł ugryźć w tyłek!
- No już, już, spokojnie, mój Łabądku. – spojrzałam na niego, nie mogąc powstrzymać śmiechu.

<><><><><><><><><><><>

szpeszial dedykejszon for Anna :*
bo skromnie poprosiła :)

a no i mam nadzieję, że Jusia jakoś przełknie treść ;p

Zatem to już ostatni odcinek o wieczorze panieńskim, uff;p

Serdecznie dziękuję wam wszystkim :* wy moje kochane :*
Pod ostatnim odcinkiem było 14 komentarzy! No jestem w szoku :* Dziękuję bardzo ;)

No i zaprologowałam nowe moje dzieło ;D

Do kiedyś tam :*

03.08.2010

#11# Wrażeń ciąg dalszy



- Pozmywane nasze grzechy przez błogosławieństwo klechy. Nie płaczcie moje panie, oto Piotrek dziś w sutannie.
Nowakowski wszedł nieśmiało, ze złożonymi rękami. Rozejrzał się po Sali, podwinął wdzianko do góry i zaczął walić kankana. Przekomiczny widok. Gdy się przybliżył, zaczęłam mu odpinać guziki od dołu, on natomiast od góry. Nasze dłonie spotkały się gdzieś pośrodku. Otóż księżulek skrywał od spodem tylko majteczki w kropeczki. Opuścił nas z sutanną zarzuconą przez szyję.

- Chodź pochodzi z dalekiej północy, rozgrzeje was tej nocy. Lecz Brazylia w sercu Rafy. Samby jak on, nikt nie potrafi.
Tym razem podziwiałam Eskimosa. Redwitzowi do twarzy w futerku. Ściągnął kapuckę i rozpiął kurtkę. W końcu biedak się przegrzeje. Rozebranie zalecane. No dobra, troszkę mu w tym pomogłam. Tak więc, w rytm iście rafaelowej samby zniknęły jego rzeczy. Z takim to tylko obsiąść parkiet do białego rana.

- Się dokształcił ten Kubulek. Ubrał sobie garniturek. Zsunął na nos dwa szkiełka i studentkom w biusty zerka.
Jarski jak rasowy profesor, wparował w garniaku, okularkach i z teczuszką w ręku. Mimo tego i tak wyglądał atrakcyjnie. Zawróciłby swoim uczennicom w głowach. Tymczasem pozbył się zbędnych rekwizytów, komedialnie rozpinając marynarkę. Rozporek to już na serio mu się zaciął. Postanowiłam pomóc i o dziwo… pomogłam.
- Widać tą wprawę! – krzyknęła Jusia, a ja zmierzyłam ją zabójczym spojrzeniem. Chłopczyna zaprezentował nam się jeszcze ładnie i się zwinął.

- A teraz przed państwem król przestworzy. Na życzenie niebiosa nam otworzy. Tu i tam Igorek lata, w koło śmiga jak armata.
Nonszalanckim krokiem pojawił się w pokoju. Był niczym Cruize w „Top Gun’ie”. Co ja mówię?! Tom, od teraz się możesz schować! Yudin wyglądał jak urodzony w mundurze. Ciemne okulary, czapeczka zsunięta na czoło, białe spodnie i koszula pełna odznaczeń. Zsunął szkiełka i łypnął na mnie okiem. Zmroziło mnie i podgrzało jednocześnie. Nagle klęknął przede mną i rozchylił poły swojej marynarki.
- Oddaję się w ręce panienki. – no, no, poleciał tekstem…
- Moje ręce twierdzą, że to panu nie potrzebne, i to też, i to… - zdjęłam mu czapkę, okulary i górną garderobę.
- I co teraz? – spytał, a ja masowałam mu brzuch.
- Uwierają cię spodenki, prawda? – spojrzałam znacząco. Wstał i tuż przede mną spuścił spodnie w dół. Gdy już się napatrzyłam, zasalutował i odmaszerował.

- Jest i przeciek z przestępczego światka. Krzysiowi od celi otwarła się kratka. Wlecze kulę u swej nogi, porysuje nam podłogi.
Igła nie zapowiedział siebie tylko Wierzbowskiego. Ten drugi zaprezentował się w więziennym pasiaku i pobrzęczał łańcuchem. Zawsze wiedziałam, że przestępcy są przeważnie przystojni. Odrzucił żelastwo i spuścił spodnie. Wyginał się i paradował w samej koszuli i gaciach. Stanął tyłem i zrzucił górę stroju. No, plecy też ma niczego sobie. Troszkę się pookręcał wokół mnie i czmychnął.

- Bez reklam i dopingu wnet zakrólował u kobiet w rankingu. Czerwień dla jego lica doskonała. Wiwat Michał I Wielka Pała.
Majestatycznie wkroczył w koronie i czerwonym płaszczu Winiar. Zachował chwilową powagę. Potem uśmiechnął się szeroko i odrzucił w tył pelerynę. Z podniesioną głową przechadzał się wypinając nagą klatkę piersiową. Z pewnością czuł na sobie to spojrzenie wygłodniałych kobiet. Stanął za mną i wsunął koronę na moją głowę. Przeszedł do przodu i zdjął w końcu spodnie. Wypiął się do nas i sam się klepnął, łącząc to z buziakiem. Milusie pożegnanie.

- Korzystajcie moje panie, bowiem przed nami ostatni występujący. – rozległo się buczenie i gwizdy. – Żółto-czarna pewna pszczoła, każe na się „Bartek” wołać. Ale zaraz, to jest samiec, bo ma żądło okazałe.
I wtedy zobaczyłam JEGO twarz wychyloną zza drzwi. Nie wiem, co się ze mną działo… Jakby na chwilę czas się zatrzymał. Patrzyłam wprost na niego.

<><><>

Denerwował się występem, ale miał wsparcie kolegów. Liczyła się zabawa. Przygotował sobie numer. Zaraz po swojej zapowiedzi zerknął do pokoju. I wtedy go zamurowało… Oto na tronie, w koronie na głowie i czerwonej sukni siedziała ONA! Jeżeli to jest jej wieczór panieński… To… To oznacza… że Cecylia… Ona wychodzi za mąż! To niemożliwe… Gdyby wiedział wcześniej… To… Tak właściwie, co byś zrobił chłopie? Nic! Nic nie możesz na to poradzić. Trudno. Co ty sobie Bartek wyobrażałeś? Względem niej? Zresztą, teraz już nie ważne. Nie zamierzał jej psuć zabawy. Ba! Postanowił dać z siebie wszystko, co najlepsze. Show!

<><><>

Doskonale widziała reakcję tych dwojga. Zaskoczenie? Mało powiedziane. Jej przyjaciółka była w ciężkim szoku. Niemożliwe, że nie spodziewała się tu Kurka. No cóż, to ma niespodziankę. Mina Bartka też była ciekawa. W końcu sekundy przed swoim występem dowiedział się, dla kogo zatańczy. Chyba pokojarzył fakty, bo chwilowo widziała panikę w jego oczach. Czyżby się rozczarował wizją ślubu Celi? Może mu zależało… Nietypowe zachowania dały Justynie do myślenia. Trzeba będzie przeprowadzić rozmowę… Póki na to czas…

<><><>

Martwiłam się, że jak mnie zobaczył to zrezygnuje z udziału. Nagle poczułam dziwną chęć zobaczenia go. Żeby wyszedł, zatańczył i rozebrał się dla mnie. Chciałam tego bardziej aniżeli striptizów pozostałych chłopaków. Potrzebowałam wisienki do mojego tortu i to wyjątkowej.

Moja prośba się spełniła. Pojawił się. Śmiałam się pod nosem. Bowiem przywdział strój pszczółki. Koszulka i spodnie w żółto-czarne paski, do tego czułki na głowie i tajemniczy koszyczek. Podskakiwał radośnie po pokoju. Pozbył się czułków i wyciągnął z wspomnianego kosza radio. Włączył sobie piosenkę i zaczął się karkołomnie wyginać. Igła nie zostawił tego bez komentarza.
- Autor słynnej gitarowej wersji „Będę brał cię w aucie” w swoim nowym utworze! – no i wykrakał, bo brunet zaczął śpiewać.
- Gdy Celusia 4 latka miała, miała, to z pluszowym misiem w łóżku spała, spała. Gdy jej przybyło ze trzydzieści, musi co noc męża ptaszka pieścić. Taki już los twój dziewczyno, więc nie zakrywaj się pierzyną. A gdy ci mało będzie wrażeń tych… - nastąpiła krótka przerwa. Śmiałam się jak głupia. Nie mogłam przestać. On był w swojej roli taki zabawny. Mało co nie spadłam z tronu. Tymczasem Bartek chwycił koszyk, wyciągnął butelkę wina i zaczął wysypywać siano na podłogę. Wtedy zanucił refren.
- Chodź, chodź, chodź tu na siano. Chodź, chodź, a d domu znowu wrócisz rano. Chodź, chodź tu na siano. W stodole będę sam i wino z sobą mam. – na te słowa mało się nie udusiłam ze śmiechu. Chłopak zaczął na mnie kiwać palcem. Ale że co? Mam podejść? Znudziło mu się czekanie i pociągnął mnie do siebie, położył na tym rozsypanym sianie, a sam usiadł na mnie okrakiem. Co to ma znaczyć? Gdy ściągnął koszulkę na moment oniemiałam. Zawsze mnie ciekawiło, co ma pod spodem. Nie powstrzymałam się i musiałam dotknąć. Uśmiechnął się na to szeroko. Jednak wstał i rozebrał także spodenki. No tego to już dla mnie za wiele. Z ledwością oddychałam, podziwiając jego ciało w skąpych slipkach. Jakbym miała mało wrażeń, porwał mnie do tańca. Muzyka się skończyła i rozległy się brawa. Złapałam jeszcze jego przeszywające spojrzenie i uciekłam z powrotem na fotel.
- To już koniec przedstawienia, lecz zapraszam do tańczenia. – podsumował Krzysiek, zrzucił marynarkę i wziął mnie w taneczne obroty.
Tymczasem chłopaki przebrali się a raczej ubrali w białe koszule i jeansy. Prezentowali się cały czas kusząco. Co to były za wrażenia… Mmmm… Że moje serce to wszystko wytrzymało… Najlepszy prezent i spełnienie marzeń w jednym. Byłam pewna, że wszystkie dziewczyny maczały w tym palce.

<><><>

Justyna postanowiła działaś zawczasu. Gdy chłopacy pojawili się na Sali, poprosiła bruneta na bo.
- Coś nie tak? Przesadziłem? – dopytywał zaniepokojony.
- Nic z tych rzeczy. Występ był fantastyczny.
- Serio? Ale dlaczego nie powiedziałaś, że to Cecylia wychodzi za mąż?
- A to ma jakieś znaczenie? – podpuszczała go.
- Oczywiście! Znaczy się no… Niby nie… - plątał się.
- Zaskoczony?
- Eee… Raczej rozczarowany. – mruknął.
- A to czemu?
- Bo owszem, chciałem ją jeszcze raz zobaczyć, ale nie w takich okolicznościach…
- Miałeś jakieś plany? – podpytywała brunetka.
- Nie no. Jeszcze nie. Chciałem ją poznać, spotkać się kiedyś… A w takim wypadku, to odpada.
- Cóż… Nic nie mogę poradzić. – westchnęła. – Wiesz, ja życzę Celi wszystkiego, co najlepsze i jakąkolwiek podejmie decyzję uszanuję ją. Ten ślub też przełknę. Chociaż Robert to niezły przymuł.
- Robert?
- No jej narzeczony, przyszły mąż. Osobiście uważam, że to nie dla niej facet, ale skoro ona się zgodziła.
- Wiesz co, Justyna? Ja myślę, że ona nie jest szczęśliwa. To widać po jej oczach. Są takie smutne… - zamyślił się.
- Bartek?
- Co?
- A gdyby udało ci się ją odwieść od zamążpójścia?
- Cooo? Oszalałaś?
- No jutro jest daleko. Masz cały wieczór i noc. Jeśli ci się uda, nie będziesz żałował, że nie próbowałeś. – przekonywała go do swojego pomysłu.
- Nie… Nie mógłbym… - czuł się rozbity, niezdecydowany.
- Ale co? To żaden grzech. Chyba, że chcesz użyć do tego ptaka… A tak to przecież jeszcze się nie hajtnęła. Droga wolna.
- Ok. Przekonałaś mnie. Żadnych hamulców.
- Ale wiesz… Tak może bez przesady… - zaśmiała się.

<><><>

Brunet stał oparty o parapet. W przeciwległym kącie pokoju rozmawiała para ludzi. Obserwował ich bacznie. A raczej ją… Od samego początku zwróciła jego uwagę, a dziś kompletnie nim zawładnęła. Nie zadowalał go sposób w jaki go traktowała. Chciał zyskać w jej oczach. Ale na razie nie mógł bo ględziła z tym gorylem!
- Kurek, zmiataj od mojej upatrzonej kobiety! – warknął pod nosem.
- Uuu. Ktoś jest tutaj zazdrosny. – zażartował przechodzący obok Łomacz. – Nie spinaj się tak, bo ci żyłka pęknie.
- Nie denerwuj mnie i ty!
- Oj, podoba ci się Justynka, co? – zagadnął.
- I owszem, i owszem. – zmierzył ją pożądliwym wzrokiem. Ona jakby to poczuła i spojrzała na niego z uśmiechem.
- Wujek Grzesio, da ci dobrą radę. Kaczorku, kaczorku. Lepiej pilnuj tego, co masz w rozporku, bo przyjdzie kaczuszka, szepnie ci do uszka. Zrobi sztuczek parę i da klapsa za karę. Doprowadzi do tego, że usztywni twoje „EGO”. Poczujesz błogi smak rozkoszy tej i już nie oprzesz się pokusie jej.
- Yyy… Próbowałeś odstawić szlugi? – spytał podejrzanie.
- Śmiej się, śmiej. Ale ja i tak mam rację!

<><><>

Zabawa trwała w najlepsze. Wszyscy bawili się i tańczyli. A w środku tego tłumu ja. Oblegana przez seksownych mężczyzn. Chyba pierwszy raz w życiu. W którymś momencie tańczyłam sobie w otoczeniu trójcy: Igor, Alek, Bartek. Żyć nie umierać, prawda? Niczym z nikąd pojawił się Igła.
- Nie kochaj jednego trzech. Większa frajda jeden grzech. – rzucił niespodziewanie i pognał dalej. Ach ten szalony.

Gdzieś po północy muzyka ucichła. Dziewczyny otoczyły mnie z dziwnymi uśmieszkami na ustach. Od teraz zaczynam się bać ich pomysłów…
- Celciu nasza kochana. To twój ostatni szalony, panieński wieczór, sorry, noc. – zabrzmiało jakbym jutro umierała czy coś. – W związku z tym musisz się porządnie wyszumieć. – ich ruchy brwiami mówiły jedno.
- Ale o co wam chodzi? – udawałam niedomyślną.
- Mamy tu dla ciebie kluczyk do apartamentu obok. Stoi przed tobą 15 mężczyzn. Jeden apartament, jedna noc, jeden facet. Możesz wybrać któregokolwiek. Tylko jak wybierzesz żonatego, to możliwości masz ograniczone, jeżeli wolny to wszystkie chwyty dozwolone. To jak? – i masz babo placek. Z każdym chętnie bym zgrzeszyła. Co ty Cecylio wygadujesz? Masz nieczyste myśli! Ok., przyznaję, baaaaardzo nieczyste. Zmierzyłam wszystkich po kolei. Miałam ogromne wątpliwości dopóki… Dopóki nie napotkałam TYCH oczu… W jednej sekundzie dylemat prysnął. To moja ostatnia szansa…
- Który okaże się tym szczęśliwcem? – ciekawiła się Dorota. Ja tymczasem podeszłam do każdego i dałam po buziaku w policzek. Musiałam im podziękować. Na końcu stanęłam naprzeciwko Bartosza Kurka.
- A z tobą jeszcze nie skończyłam. – pociągnęłam oniemiałego chłopaka za sobą. Po drodze zgarnęłam klucz od Jusi. Znałam swoje przyjaciółki, dlatego do głowy przyszedł mi szatański pomysł.
- Bartek, mam prośbę.
- Tak, królowo? – lekko zarumieniłam się na te słowa.
- Chodź, powiem ci na ucho. – pochylił się w moją stronę. Wyjaśniłam o co chodzi, a on skwitował to przebiegłym spojrzeniem.

Podeszliśmy pod wskazane drzwi. Wtedy poczułam jak mnie do nich przygniata. Spojrzałam w górę, w te oczy, które prześladowały mnie po nocach.
- Zaczynajmy. – szepnęłam. Oparł dłonie po obu mych stronach i poczułam jego usta na swoich. To było niespotykane uczucie. Robił to tak delikatnie i czule, jakby bał się mojej reakcji. Ja nie zamierzałam przerywać, bo czułam się wspaniale. Zapomniałam o wszystkim dookoła. Liczył się ON.

Tak przyznam otwarcie, pragnęłam więcej. Zainicjowałam zachłanniejszy pocałunek. Na chwilę się oderwał i spojrzał pytająco.
- Daj mi więcej. – wyszeptałam otumaniona emocjami. No i dał mi to, o co prosiłam. Całował coraz bardziej namiętnie. Pozwoliłam zatańczyć razem naszym językom. To nie do opisania. Zerwałam mu koszulę i pieściłam jego klatkę piersiową. Stanowiła dla mnie jakiś cud natury, dzieło spod ręki największego mistrza. Nasze wargi ponownie się spotkały. Niespodziewanie zacisnęłam dłonie na jego pośladkach. Aż podskoczył do góry. Poczułam jak szuka mojej dłoni w kluczem. By przedłużyć tą chwilę, wrzuciłam sobie klucz za dekolt. To go nie powstrzymało. Zarzucił sobie moje nogi na biodra, masując mi plecy. Odchyliłam głowę do tyłu, by ułatwić jego ustom wędrówkę po mojej szyi. Wspominałam, że ma cudowne usta? No i dłonie? Zostałam zmuszona do zarzucenia mu rak na szyję. Teraz z kolei to on mnie macał po tyłku. Wcale nie byłam zła. Zsunął mi ramiączka i obsypywał pocałunkami odsłonięte ciało. Wiedziałam do czego zmierza. Westchnęłam cicho, gdy przycisnął swoją twarz do mojego biustu. Buszował językiem jak chciał, doprowadzając mnie do obłędu. Gdy napotkał coś metalowego, natychmiast sięgnął tam dłonią. To wywołało u mnie kolejną falę dreszczy.

<><><><><><><><><><><><><>


Wspominałam, że ten wieczór panieński się przeciągnie ;p
Podobał się zestaw chłopaków których wybrałam? Mam nadzieję, że tak.
Dedykacja dla... Titty :* ty małpo moja kochana ;p jeszcze do teraz mam przed oczami i w uszach "juuuutroooo" ;p

Do następnego :)