Łączna liczba wyświetleń

17 wrz 2011

#39# Nad domem chmury u sąsiada słońce


                Bartek pomógł ojcu posprzątać przed przybyciem gości. Oszczędził Adamowi kompromitacji z gotowymi daniami i ugotował coś sam.  Gdy próbował sosu, przypomniał sobie, jak Cecylia mu serwowała taki brązowiutki. Tęsknił za tym… Wiedział, że na razie długo niczego nie spróbuje z jej rąk.
- I jak tam ci synu idzie? Dzwonili, że niedługo będą – do kuchni wszedł starszy z Kurków.
- Już skończyłem, tylko nakryję do stołu.
- Tyle to już potrafię zrobić – uśmiechnął się mężczyzna.
- Może zadzwoń do mamy. Przecież widzę, że jej potrzebujesz – zagaił brunet.
- Przestań. Wybrała jakąś dziewuchę, a mnie zostawiła! Nie będę jej błagał.
- Przypominam ci tato, że ta dziewucha to moja dziewczyna.
- Dalej? Myślałem, że wreszcie zmądrzałeś.
- Tato! Mamy pewne problemy po prostu… - mruknął.
- Rzuć ją w diabły. Znajdziesz sobie jakąś bezproblemową.
- Wystarczy – zareagował.
                Gdy przyjechali goście, Adam wyskoczył jak z procy, by ich przywitać. Bartek spokojnie siedział w salonie. Nie ułatwi ojcu zadania. Niech się sam tłumaczy, czemu nie ma matki. Po domu rozeszły się głosy przybyłych.
- Chodźcie, chodźcie. Romek, pamiętasz Bartka?
- Oglądam go regularnie w telewizji, ale na żywo to ładny kawał czasu go nie widziałem. Jak ty chłopak wyrosłeś. Kiedyś sięgałeś mi do pasa, a teraz wyższy od wszystkich – zachwalał go mężczyzna.
- Racja, dawno się nie widzieliśmy. Pani Kamila cały czas tak samo ładnie wygląda – uśmiechnął się do kobiety.
- Bartuś jak zawsze milutki. Natalkę pamiętasz?
- Jako małą uroczą dziewczynkę. Ile teraz ma lat? – zainteresował się siatkarz.
- Całe 19 – zaśmiała się rudowłosa, która weszła do domu.
Chłopak oniemiał. Spodziewał się małolaty z warkoczykami, a tu pojawiła się młoda kobieta.
- Też milo cię zobaczyć – podeszła i cmoknęła go w policzek.
- Matko, kiedy tak wyrosłaś?
- To samo mogłabym powiedzieć tobie – wyszczerzyła się.
- Mój zawód tego wymagał – i on się uśmiechnął.
- Dobrze, skoro już się przywitaliśmy, zapraszam do stołu. Bartosz gotował.
Siatkarz usiadł naprzeciwko Natalii, cały czas na nią zerkając.

<><><> 

                Zbyszek po odwiedzinach u rodziców przyszedł spędzić ostatnie wolne godziny z Justyną.
- Cześć kochanie – wszedł do kuchni, kierując się zapachem kawy.
- Cześć, co tam u rodzinki?
- Wszystko w porządku. Zadowoleni, że ich odwiedziłem. Pytali się, skąd ta zmiana.
- Hmm? – spojrzała na niego zdziwiona.
- No że przyjechałem do nich.
- A no tak. Jak się włóczyłeś po zagranicy – wytknęła mu język.
- Ale mam kochanie dobrą wiadomość – odparł tajemniczo.
- Jaką?
- Wiesz, że w Warszawie jest klub siatkarski?
- No przecież. Co się głupio pytasz? Ale co to ma do rzeczy?
- Są mną zainteresowani.
- Ale Zbyszek, ty musisz szukać zespołu z perspektywami – zaczęła mu tłumaczyć.
- Przecież wiem. I to właśnie oferuje mi Warszawska Politechnika. Postaramy się jeszcze ściągnąć mojego kumpla z Włoch i kilka innych transferów i robi się ciekawie.
- Mam nadzieję, że wiesz, co robisz.
- Oczywiście. Będę blisko ciebie, cieszysz się? – spojrzał uważnie na nią.
I co miała powiedzieć, gdy tak świdrował ją zielonymi tęczówkami?
- A mam inne wyjście?
- Myślałem… - zaczął, ale mu przerwała.
- Pewnie, że tak – wskoczyła na niego.
- Kocham cię, wiesz? – spytał, przytrzymując ją za nogi.
Tak ufnie spoglądali sobie w oczy. Mieli siebie nawzajem i cieszyli się, że udało im się stworzyć coś pięknego. Takie było uczucie, którym się darzyli. Bezinteresowne, prawdziwe i osiągnięte z czasem.
- Wiem, bo ja ciebie tak samo – odparła, wtulając głowę w zagłębienie jego szyi.
Zaniósł ją do sypialni na łóżko. Leżeli obok siebie, wdychając swoje zapachy.
- Będę tęskniła…
- A myślisz, że ja nie? – odpowiedział.
- Wiesz co? Jak wracasz, to sobie uświadamiam, jak bardzo mi ciebie brakowało…
- Ja mam tak samo, ale pojadę i wygram, co się da dla ciebie. Bo każdy kolejny mecz, to dzień bliżej do powrotu – uśmiechnął się czule.
- Będę oglądać i trzymać kciuki. A teraz… Muszę się tobą nasycić na zapas – mruknęła, całując go.
- A da się tak?
- Zawsze możemy spróbować.
I oddali się temu uczuciu. Powoli, krok po kroku, gest po geście wyrażali swoją miłość. Delikatnie jak nigdy.

<><><> 

                Doszłam do wniosku, że lepienie mieć styczności z Bartkiem. Jak najdłużej się da. Zapomnieć o tym, co się stało. Ciągłe wspominanie, użalanie nie pomoże w gojeniu ran, a tylko je jątrzy. Muszę żyć dalej, Ponad tym. Ten pierwszy raz w życiu chciałam być silna.
                Jeżeli on nic z tą sytuacją nie zrobi, to będzie koniec. Jak wykaże jakąś inicjatywę, chęci, to mogę się zastanowić. Nie do mnie należał kolejny krok i to nie ja powinnam się zamartwiać. Niepokoiła mnie tylko pani Irena. Nie wróciła jeszcze do domu, a przecież nie mogła ot tak, zostawić męża. Metodą na moją chandrę miała być próba pogodzenia rodziców Kurka. W sumie to on powinien się tym zająć, ale chciałam mieć spokojne sumienie.
- Ma pani może jakiś numer telefon udo tej rodziny, u której jest pani Irenka? – spytałam przy obiedzie.
- Pewnie. A po co ci on?
- Chciałam z nią porozmawiać. Nie uważa pani, że powinna już wrócić do domu?
- A i owszem. Moja córka była i jest uparta i zawsze stawia na swoim. Jeżeli uda ci się ją przekonać, to będę zdumiona – wyznała.
- Spróbuję. Najwyżej skończy się na rozmowie.
- Słucham? – usłyszałam miły kobiecy głos.
- Dzień dobry. Ja chciałam zapytać, czy jest może u państwa pani Irena?
- Jak najbardziej. Podać ją do telefonu?
- Jeśli można. Proszę powiedzieć, że dzwoni Cecylia.
- Jak mnie tu kochaniutka dorwałaś? – kobieta przywitała mnie radośnie.
- To nie było trudne. Co u pani słychać?
- A bardzo dobrze. Świetnie się czuję jak nigdy. Bartuś przyjechał? Przeproś go za moją nieobecność.
- Był i pojechał do ojca.
- Coś nie tak u was? – odgadła.
- Tak, ale zostawmy to. Pomyślałam sobie, że dobrze by było gdyby pani wróciła do domu – oznajmiłam.
- Co się stało? Ten stary pryk ci się naprzykrzał? – mruknęła.
- Jeśli chodzi o nas, to Bartek może pani opowie, jak nie to nie. Pan Adam się nie odzywał. Po prostu uznałam, że nie chcę być powodem rozstania…
- Złotko ty moje, tak się o wszystkich martwisz. Miłe to, ale o sobie też pomyśl – zasugerowała.
- Właśnie. Lepiej się będę czuła, wiedząc, że są państwo pogodzeni.
- Dobrze, mogę przyjechać jeszcze dziś. Ten pośpiech tylko i wyłącznie ze względu na mojego syna. Już ja z niego wszystko wyduszę.
- A obiecuje pani, że porozmawia z mężem? – spytałam.
- Tak. Zadzwonię do ciebie albo przyjdę. Chciałabym mieć taką córkę – wyznała, a mnie ogarnęło wzruszenie.

<><><> 

Stała pod drzwiami jednego z pokoi. W ręku ściskała koszulę. Nie wiedziała, jak spojrzy w oczy Michałowi. Skoro ten problem miała przy Bąkiewiczu, to co dopiero jeśli chodzi o Winiarskiego… Niepewnie zapukała.
- Proszę.
- Cześć, przyniosłam ci koszulę. Już gotowa.
- O, dzięki. A zastanawiałem się kto może być tak grzeczny i pukać do drzwi – uśmiechnął się do blondynki.
- To tylko ja. Już sobie idę – odwróciła się w stronę wyjścia.
- Poczekaj, pogadamy – zaproponował.
- Chyba wiem o czym – mruknęła, siadając na łóżku jego lokatora.
- Aniu, wszyscy bardzo cię polubili i ja także. Wiem, że Michał bardzo ci pomógł i doceniam to, ale nie uważasz, że przekroczyliście pewną granicę?
- Tak, tak. Wiem. To było pod wpływem impulsu. Uwierz mi, nie chcę rozbijać tego małżeństwa.
- To dobrze. Domyślam się, że wciąż działa na kobiety i one do niego lgną, ale nie powinien tego wykorzystywać – spojrzał na nią brunet.
- Michał, to nie jest sprawa jego uroku osobistego. Po prostu oboje potrzebowaliśmy czułości i niewłaściwie jej szukaliśmy u siebie nawzajem.
- Dokładnie. Zatem wszystko niech zostanie między naszą trójką i sprawa zakończona.
- Ciociu, ciociu. Dzisiaj wyjeżdżamy? – Olie wpadł do jej pokoju.
- Tak, rozrabiako. Tatuś musi trenować i jechać na mecz.
- Szkoda, bo fajnie było – wskoczył na łóżko dziewczyny.
- Wiem. Potem tata przyjedzie do domku…
- Yhy i będzie fajnie. Może pojedziemy na wakacje? – rozmyślał.
- Może. Mama pewnie za tobą tęskni.
- Tak, jak przyjadę, to ją mocno uciskam. Pewnie żałuje, że nie jechała z nami.
- Oj, kochany, niestety nie mogła. To wcale nie znaczy, że was nie kocha – tłumaczyła Ania.
- To ja idę do taty – uciekł jak burza na korytarz.
Słyszała krzyki malucha i niski melodyjny głos siatkarza. Odruchowo złapała się za usta. Wiedziała, że musi zapomnieć.

<><><> 

                Dorota niepewnie chwyciła za telefon. Chciała wiedzieć, co słychać u Krzyśka. Interesowała ją jego osoba. Nie potrafiła się niczym nie zajmować. Musiało się zawsze coś dziać.
- Dorcia? – usłyszała zaskoczenie w jego głosie.
- Tak, to ja. Co tam u ciebie?
- Wszystko po staremu. Sobie tak siedzę w Częstochowie.
- A jak tam oferty transferowe? – zagadnęła.
- Coś się pojawiło, nie powiem. Tylko muszę się zastanowić – mruknął.
- A skąd?
- Warszawa.
- Wiesz, co ci powiem? Jestem u przyjaciółki w Warszawie – odparła niepewnie.
- Naprawdę? Ja muszę się tam wybrać, jeśli chodzi o ewentualny transfer.
- Może się spotkamy?
- Chcesz tego? – spytał ostrożnie.
- Czemu nie. Może jak kumple na razie? Nudzi mi się tu, a ty będziesz miłą odmianą.
- Dobrze. Przybędę na dniach. Tylko przyślij adres.

<><><> 

                Brunetka podniosła się leniwie z łóżka. Spojrzała na śpiącego obok mężczyznę. Cieszyła się z ich wspólnie spędzonego czasu. Tylko to dawało jej siły, by zmierzyć się z życiem. Przez ten długi czas mogła robić, co chciała. Tym bardziej, że nie miała w weekend żadnych obowiązków.
- Już nie śpisz? – lekki zarost partnera połaskotał ją po policzku.
- Wiesz dobrze, że Gosia może się obudzić w każdej chwili.
- Ciągle na wszystko zwracasz uwagę i  jesteś taka dokładna.
- Musimy na razie tacy być oboje – odparła poważnie.
- Oj słońce, nie zachmurzaj się. Teraz jest nasz czas – uśmiechnął się promiennie.
- Ten weekend był zupełnie inny. Będziemy mieli jeszcze sporo czasu dla siebie, ale wiesz, że z dwójką dzieci to nie to samo.
- Damy radę. Przecież cię kocham.
- Wiem, wiem…
- Ach, gdyby Spała częściej organizowała rodzinne weekendy – westchnął.


<><><><><><><><><><><><><><><><><><><> 


Wiem, mam dobre serce ;p
Zważywszy na liczne pytania o notkę i częste nękanie mnie przez niektóre osoby ;p
dodałam odcinek :)

Dzień spędzony na oczekiwaniu na półfinał, ale i także wspomnieniu ważnej osoby.
Skoczył do bloku najwyżej jak mógł,
a za ręce złapał go sam Bóg [*]

Odcinek z dedykacją dla pewnej przemiłej i sympatycznej osóbki,
bo czekamy na nasz pomnik ^^ dla Flavii :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz