Łączna liczba wyświetleń

16 lis 2011

#41# Na dole i na górze, uczucia małe i duże


                Siatkarz razem z Natalią siedział przed telewizorem i zajadali kanapki. To było ich śniadanie. Zostali sami w domu, bowiem ojciec Bartka poszedł do pracy, a reszta kompanii wyjechała. Dziewczyna stwierdziła, że zostanie jeden dzień dłużej.
- Wiesz, że wieczorem muszę wrócić na zgrupowanie? – chłopak spytał towarzyszki.
- Wiem, dlatego musimy wykorzystać czas jak najlepiej – uśmiechnęłam się wesoło.
- Co proponujesz?
- Na początek sprawdźmy twój refleks – niespodziewanie rzuciła w niego poduszką, a pomidor z kanapki przykleił mu się do twarzy.
- O ty! Pożałujesz – chwycił w dłonie pozostałe dwie poduchy i wymierzył w rudowłosą.
- Kobiet się nie bije – zaśmiała się.
- Ale o rzucaniu w nie nic nie było – przyjmujący uśmiechnął się pod nosem.
Gdy Natalia odbierała ciosy, zadzwonił dzwonek. Bartosz, by uniknąć odwetu, popędził otworzyć. Dziewczyna pognała za nim. Zdążył otworzyć drzwi, ale ona wskoczyła mu na plecy.
- Złaź ze mnie, wariatko – próbował ja odczepić.
- Ekhem – odezwała się osoba na zewnątrz.
- Mama?! – zszokowany siatkarz stanął jak wryty.
- A no mama, mama. Widzę, że przeszkodziłam w jakże wyśmienitej zabawie – mruknęła, krzywo patrząc na nastolatkę.
- Nie poznaje mnie pani? To ja, Natalia – przedstawiła się dziewczyna.
- Ciebie owszem, ale twojego zachowania to już wcale.
- Mamo, nie bądź nie miła. Tylko się wygłupiałyśmy – tłumaczył rodzicielce.
- Przyjechałam, bo mnie o to prosiła Cecylia. Jeśli jeszcze pamiętasz kto to, to ci powiem, że ona się teraz nie wygłupia – rzuciła kobieta grobowym tonem i weszła do środka, ciągnąc za sobą walizki.
Bartek kolejny raz tego dnia został zaskoczony. Spoglądał za oddalającą się matką i analizował jej słowa.
- Kto to Cecylia? – usłyszał pytanie koleżanki.
- Nie ważne. Opowiem ci kiedy indziej – mruknął, chcąc ją zbyć.
Pani Irena, będąc jeszcze na ostatnim stopniu schodów, posłała synowi pogardliwe spojrzenie.


<><><> 


                Wyszedł z budynku z uśmiechem na ustach. Wszystko poszło sprawnie i dogadał się z władzami klubu. Niebawem ta wiadomość miała obejść siatkarski światek w Polsce. Uznał, że najwyższy czas coś zmienić. Warszawa miała swój klimat i nie wszystkim on odpowiadał, ale siatkarz czuł się tu bardzo dobrze. Po dopełnieniu formalności przyszedł czas na przyjemność.
                Wchodził po schodach, szukając właściwego numeru mieszkania. Jednak w głowie cały czas siedziała mu pewna blondynka. Nie mógł wyjść ze zdziwienia, że wróciła akurat wtedy, gdy on przenosił się do stolicy. Zbieg okoliczności? Jeśli tak, to całkiem szczęśliwy. Po chwili już dzwonił do drzwi
- Kto tam? – usłyszał znajomy głos.
- Wierzbowa gałązka – zaśmiał się.
- Krzysiek! – brunetka przytuliła go z całych sił.
- Jakie miłe powitanie.
                Czekała na niego, odkąd zapowiedział te odwiedziny. W końcu dawno się nie widzieli, a sytuacja miała się różnie. Mimo, iż niedługo miała powiedzieć mu coś, nie do końca miłego, cieszyła się, że go widzi. Takiego go lubiła, uśmiechniętego, wesołego.
- Ładnie tu macie – pochwalił wystrój mieszkania.
- Własność Zbyszka, a jestem tutaj z życzliwości Justyny.
- Więc zostajesz na studiach w Poznaniu? – zagadnął.
- Tak. Przynajmniej licencjat chcę tam skończyć. Potem zobaczymy – uśmiechnęła się.
- Aha.
- A coś ty taki rozpromieniony dzisiaj? Jakby cię anioł w dupę kopnął. W sumie to sam chyba odleciałeś – spojrzała na siatkarza podejrzliwie.
Nie zareagował przez chwilę nawet podczas wymachiwania brunetki rękoma.
- Co? – ocknął się po paru minutach.
- Jajco. Patrzysz w ścianę, jak ciele w malowane wrota. Gorzej ci? Czy tam jest coś, czego nie widzę? – podążyła za jego wzrokiem.
- Nie, nie. Nic. Zamyśliłem się tylko.
- Teraz mi nie uciekaj już. Kawy, herbaty? – zaproponowała Dorota.
- Słabą kawę. Co tam jeszcze u ciebie?
- A no nic takiego. Co by nie umierać z nudów, mieszkam z Justyną i czekam na sezon reprezentacyjny.
- No tak. Liga światowa. Niestety mnie tam nie zobaczysz – mruknął blondyn.
- Wolę ciebie na żywo – pocieszyła go.
- Miło słyszeć.
- A u ciebie szykują się jakieś zmiany? Byłeś taki tajemniczy.
- Chyba mogę ci już powiedzieć, ale nie ogłaszaj tego całemu światu – odparł konspiracyjnym tonem.
- No?
- Będę grał dla Politechniki Warszawskiej.
- Serio? Moje gratulacje – uścisnęła go.
                Obiad upłynął im w miłej atmosferze, tak samo jak reszta dnia. Dziewczyna nie miała odwagi mu teraz powiedzieć tego, co planowała. Był taki szczęśliwy. Nigdy by nie pomyślała, że dla niego ta wizyta to taka radość. Z żalem żegnała go w drzwiach. Potem szybko podbiegła do okna. Zaciekawiona patrzyła, jak Krzysiek natyka się na jakąś dziewczynę. Pomógł jej utrzymać równowagę, a potem oboje płoną rumieńcami. Dorota domyśliła się, że się znają i to ta blondynka była przyczyną zamyślenia chłopaka. Miał te same iskierki w oczach.
- Cóż, czyli chyba nie będzie tak źle – uśmiechnęła się.


<><><> 


                Niedawno pożegnała Zbyszka. Po raz kolejny. Justyna musiała się przyzwyczaić do jego wyjazdów. W końcu lubiła te powitania po długiej rozłące. Sypialnia pachniała nim, jego perfumami, mimo, że był już wieczór. Wiedziała, że Dorotę odwiedził Krzysztof, ale zapach swojego chłopaka dalej rozpoznawała w mieszkaniu. Lepiej jej było u niego. Z myślą, że niedawno on dotykał tych półek, sprzętów, chodził po tej podłodze, siedział na tej kanapie. Czuła jakby nadal był obok albo miał zaraz wpaść do mieszkania. To wszystko chyba lekko tłumiło tęsknotę.
                Brunetka uśmiechnęła się pod nosem, widząc pudełeczko na stoliku nocnym. Nie zauważyła tego rano. Musiał skutecznie odwrócić jej uwagę. Ostrożnie zajrzała do środka.
- Och Zbyszku – zaśmiała się, widząc zawartość.
W środku była pleciona bransoletka z napisem „Zibi”, w dodatku w czerwonym kolorze. Założyła ją od razu i udała się do kuchni. Podczas kolacji zadzwonił telefon.
- Twój – krzyknęła Dorota z łazienki.
- Słucham? – Justyna znalazła komórkę na dnie torebki.
- Ubrałaś prezent? – zapytał na „dzień dobry” a raczej „dobry wieczór”.
- Oczywiście. Ale skromny to ty nie jesteś. Musiałeś oznaczyć teren?
- Wiesz… Ja mam taką samą, tylko, że pisze „Jusia” – odparł zadowolony siatkarz.
- Kupiłeś?
- Takich manualnych zdolności to ja nie mam, ale inni siatkarze mają zdolne kobiety – wybrnął.
- Nie spytał, jak się odwdzięczyłeś – mruknęła Jusia.
- Jesteś zazdrosna o Zbysia? Czuję się dowartościowany.
- Głupek!
- Tylko w twoich ustach to brzmi tak seksownie – wymruczał brunet do telefonu.
- Przestań zmieniać temat!
- Liczyłem, że może nie oberwę…
- Zobaczymy, jak wrócisz. A teraz sę nie obijaj tylko dobrze spożytkuj powołanie do kadry.

„Co słychać u mojej kochanej Celci? :)”
„Witam panię Bartman ;p Wszystko w normie. Udało mi się namówić Irenę Kurek do powrotu do domu. A tobie widzę, że się nudzi, skoro facet wyjechał :D”
„Nie skomentuje. Ooo brawo. Tylko ty tak potrafisz. Wiesz, że nadal jesteś zbyt dobra dla tego buca Kurka! Ja zawsze o tobie pamiętam ;*”
„Coś mi się udało. Ee… Młodego czy starego? Miło mi :) Może się zobaczymy niedługo?”
„Dla nich obu!!! Ciule! Całkiem kusząca propozycja. A gdzie?”
„Może zwołam paczkę do siebie?”


<><><> 


                Skoro się do Mie Justyna odezwała, to zaczęłam główkować. Brakowało mi tych wszystkich wariatek. Nie mogłam ich zwalić dziadkom Bartka na głowę. Wiedziałam też, że oni nie będą mnie chcieli tak szybko wypuścić. Ustaliłyśmy, ze może w kolejnym tygodniu, a najdalej to po meczu z Niemcami, gdy nasi polecą na druga półkulę. Pomysł wydawał się oj, tylko trzeba było ustalić miejscówkę. Nie miałam zamiaru prosić Bartka o jego mieszkanie. Poradzę sobie bez tego.
- Płock tez odpada – mruczałam do siebie pod nosem, wracając ze spaceru.
Jakoś wytargowałam to samotne wyjście. Musiałam się przełamać. Jednak wędrówka po zmierzchu nie wchodziła w grę.
- Co tam mówisz? – usłyszałam nagle za sobą i Az podskoczyłam ze strachu.
- Boże, Mikołaj – złapałam się „za serce”.
- Na Boga nie wyglądam raczej. Cześć – szedł obok mnie, wpatrując się w chodnik.
- Jak tam praca? – zagadnęłam.
- Wydaje się okay. Właśnie wracam z Łodzi.
- To dobrze…
Szliśmy jeszcze kawałem w ciszy. W końcu przystanęliśmy pod „moją” furtką.
- Wybacz, że cię wtedy tak potraktowałam. To nie twoja wina, ze Kurek ma bujną wyobraźnię – spojrzałam niepewnie na niego.
- Nie mam ci czego wybaczać. Zawsze byłaś fair. Obiecuję, ze więcej nie stworzę niebezpiecznej sytuacji.
- Dobry z ciebie chłopak – uśmiechnęłam się.
- Jak się czujesz? – spytał ostrożnie.
- Dzięki, już lepiej. Chociaż zaczyna mi ciążyć ta samotność. Chciałabym zobaczyć się z dziewczynami…
- Może mógłbym pomóc?
- Ty? Proszę cię, nic nie musisz dla mnie robić. Poradzę sobie.
- Na przykład mogłabyś je zaprosić do mnie. W sensie do mojego domu. Mam dużo miejsca i wolne pokoje. Dziadkowie pojechali na wakacje – zaoferował niezrażony.
- Chybie nie wiesz, co mówisz. Żaden facet nie zniesie babińca w swoim domu. Zresztą dopiero za tydzień.
- Nie ma problemu. Kiedy chcesz – nalegał.
- Mówisz poważnie?
- Pewnie, że tak. Będę miał przynajmniej towarzystwo – poruszył brwiami.
- No tak, w końcu koło ciebie zawsze było dużo kobiet – dogryzłam mu.
- Wiadomo, wiem jak się ustawić – zaśmialiśmy się razem.
- W takim razie dzięki wielkie i do zobaczenia – cmoknęłam go w policzek, a potem zniknęłam w domu.
                Uwielbiałam to ciepło zaraz po przekroczeniu progu. Powoli zdjęłam sandały i ubrałam kapcie. OD progu czułam zapach kolacji. Niebawem otrzymałam SMS.
„Zatem powróciłam. Nie bój żaby kochana, Irenka zrobi porządek z tymi chłopami. Jeszcze będziemy w jednej rodzinie. Pa :*”
                Zaśmiałam się tylko. Ta kobieta miała tyle energii w sobie. Nie wiem, kto by za nią nadążył, ale na pewno nie pan Adam. Taka teściowa to byłby naprawdę wielki skarb, ale nie śmiałam o niej Myślec w ten sposób. Nie wolno mi było.


<><><> 


                Wracała do Bełchatowa pełna obaw. Miała teraz przebywać na co dzień z żoną faceta, którego całowała. Nie mieściło jej się to w głowie. Przecież jak miała się po tym wszystkim zachowywać normalnie? Czuła, że będzie ciężko. Jednak gorzej by było z Michałem na dokładkę pod jednym dachem. Musiała opanować emocje i przede wszystkim udawać, że nic się nie stało. Nie chciała niszczyć małżeństwa Winiarskiego. Olivier potrzebował pełnej prawdziwej rodziny. Anna pomyślała, że jeżeli nie da rady, poszuka własnego mieszkania.
                Tymczasem pogrążyła się w obowiązkach. Szalała z rurą od odkurzacza od godziny. Na koniec zostawiła sobie sypialnię Winiarskich. Czuła się dziwnie wkraczając na ich rewir, ale chciała się wywiązać ze swoich obowiązków. Gdy sprzątała pod łóżkiem, nagle coś zassało się w rurę od odkurzacza. Jakie było jej zdziwienie, gdy ujrzała męskie bokserki w prosiaczki.
- Daguś... Co to jest?
- Ale co? – kobieta podeszła bliżej i zamarła na chwilę. Wymówka potrzebna od zaraz. - Eee wiesz, nie mów Michałowi, że je widziałaś. Kupiłam mu je na walentynki a on się ich wstydzi.
- Ale co one robią pod łóżkiem?
- Pewnie tam wylądowały po... którejś nocy - brunetka udała zawstydzenie.
- No tak... Ja... Przepraszam, nie powinnam była... – zmieszała się dziewczyna.
- Spokojnie. Jesteśmy dorosłe. Taka rzecz nie powinna ci wpadać w odkurzacz
 - Nie mniej jednak... W porządku. Najwyraźniej noc była udana... - to ostatnie mruknęła do siebie i pomyślała, że w najbliższej okazji zapyta Michała o te bokserki.
- Ania, mogę cię o coś spytać?
- Jasne. Stało się coś? – lekko się przestraszyła.
Nie no, przecież niby skąd miała się dowiedzieć?
- Wiesz, jesteś jakaś dziwna od samego przyjazdu. Mam wrażenie, że mnie unikasz... – Winiarska przyjrzała się jej uważnie.
- Ja...? Niee, wydaje ci się. Dlaczego miałabym to robić? Po prostu jestem zmęczona drogą... - wymyśliła na poczekaniu.
- Wiem jak wygląda człowiek zmęczony, a jak taki, którego coś dręczy.
- Naprawdę wszystko jest w porządku...
- Na pewno? Wiesz, ja też jestem kobietą. Jak chcesz możesz ze mną pogadać – zaoferowała starsza z nich.
- Nie, nie. Ale dziękuję.
- No proszę cię. Mieszkasz ze mną pod jednym dachem, więc powiedz o co chodzi. To facet? – dociekała gospodyni.
- Nie... Znaczy... - jąkała się. Miała powiedzieć Dagmarze, że całowała się z jej mężem? - To... Tak jakby.
- Ha! Wiedziałam! Więc co z nim?
- To nic takiego... Tylko rozmawialiśmy no i tak wyszło... Pocałował mnie – przynajmniej się zgadzało.
- Ooo... Dawno się znacie?
- Poznaliśmy się w Spale. Ale to naprawdę nic..
- W Spale? Teraz? Jak nic, jak się całowaliście? – niestety Ania nie mogła zbyć Dagmary.
- To był przypadek... Z resztą, nie sądzę, żebyśmy mieli się znowu spotkać.
- Przypadek.. Czemu?
- Nie wiem jak to powiedzieć. Mich... Mirek już taki jest. Po prostu przyszedł i... – dziewczyna w porę zmieniła imię i zarumieniła się lekko.
- Znam go? Skoro on ze Spały, to może go kiedyś widziałam?
- Tooo... - jąknęła się. No pięknie, i co teraz panno Anno? - To brat Pauliny... Przyjechał razem z nią do Mariusza... - Paula, wybacz.
- Brat Pauliny? To ona ma brata?? – zdziwienie kobiety było wielkie.
Prawdopodobnie myślała, że dobrze zna swoją koleżankę.
- Noo... tak. Mirek ma na imię. Tak, Mirek. Taki wysoki blondyn... I oczy ma... Tak, ma takie brązowe oczy... - wymyślała na poczekaniu. Wyszło kompletne przeciwieństwo Michała, ale chyba właśnie o to chodziło?
- Dziwne.. Nigdy nie wspominała o nim. Może jakaś czarna owca… Cóż, nic ci nie doradzę, skoro go nie znam. Chyba byś musiała pogadać z Pauliną – podsunęła pomysł brunetka.
- Jaa... Nie sądzę, żeby to było konieczne. On... on miał wyjechać. Taak, mówił, że mieszka za granicą... - plątała się Ania.
- Może dlatego go nie było na ślubie Wlazłych. Spoko, jak chcesz, twój facet - uśmiechnęła się do niej porozumiewawczo.
- Ale my nie... Z resztą... Dzięki. – dziewczyna uśmiechnęła się niepewnie.
Z tej krępującej sytuacji uratował ją niespodziewany dzwonek do drzwi. Dagmara poszła otworzyć, gdyż stwierdziła, że pewnie to ktoś do niej.
 - Cześć koch.. – usta mężczyzny, stojącego w drzwiach zostały zatkane ręką przez kobietę. - ..koleżanko.
Wystarczyło jedno porozumiewawcze spojrzenie. Weszli razem do środka.
- To może ja wezmę Oliego na spacer... - zaproponowała Ania cicho, patrząc z niedowierzaniem na gościa. Gdzieś go już widziała...
- Jak chcesz, To tylko mój kolega z pracy, musimy omówić parę spraw.
- Niee, nie będę się wtrącać. Pójdziemy z małym do parku, prawda Olie? – dziewczyna zapytała chłopca, który przed chwilą przybiegł do salonu. - Nie będziemy mamie przeszkadzać.


<><><><><><><><><><><><><><><><><> 


Och, wiem, jestem okrutna.
Odcinek miał być już w poniedziałek, ale zawodziłam albo ja albo mój net.
Więc przepraszam was wszystkie ;*

Z dedykacją dla Ani :*
Nie zgadniecie, kto mi pomagał pisać dialogi w wątku Ani i Michała ;p
Zatem dziękuję ci moja droga serdecznie :) Dziś pierwszy fragmencik.

No to goodbye

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz